„Żydzi walczcie!”. Punkt zwrotny w dziejach Żydowskiej Organizacji Bojowej

Mroźnego poranka 18 stycznia 1943 r. Niemcy rozpoczęli kolejną akcję wysiedleńczą w getcie warszawskim. Działacze Żydowskiej Organizacji Bojowej, po otrząśnięciu się z początkowego zaskoczenia, pierwszy raz stawili im zbrojny opór. Po dzielnicy zaczęły krążyć ulotki wzywające mieszkańców do podjęcia walki: „Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się!”.

Cywia Lubetkin i Icchak Cukierman, Arie Wilner, Mordechaj Anielewicz

Był początek września 1942 r. „Wielka akcja” w getcie warszawskim trwała od przeszło miesiąca. W jej toku Niemcy uśmiercili co najmniej 250 tys. jego mieszkańców w komorach gazowych. Pozostali w dzielnicy Żydzi nie miał złudzeń, co naprawdę oznacza „wysiedlenie na Wschód” – w mieście pojawili się pierwsi ocalali z Treblinki. Codzienne doświadczanie śmierci i terroru wpędzało w kryzys psychiczny nawet najbardziej bojowo nastawione jednostki. Icchak Cukierman – jeden z liderów chalucowej konspiracji, w tym zrębowej wówczas Żydowskiej Organizacji Bojowej – wspominał, że te nastroje udzieliły się mocno młody Żydom, jego towarzyszom z podziemia, z których każdy tracił codziennie bliskich, znajomych, sąsiadów.

„Byliśmy […] świadkami [zagłady całej społeczności], słyszeliśmy krzyki i lamenty, chowaliśmy w się jak myszy w norach. […] Wielu z nas nie wierzyło już, że zdobędziemy prawdziwą broń. Wstydziliśmy się” – opisywał w Nadmiarze pamięci. Jak wspominał, szczyt desperacji i bezsilności jego współtowarzyszy w tym okresie można było wyczuć w toku jednej z nocnych narad. Uczestniczyło w niej kilkanaście osób, w tym Cywia Lubetkin i Arie Wilner. Większość zgromadzonych, jak relacjonował, zaproponowała wtedy, „by popełnić publiczne, grupowe samobójstwo”: podpalić kilka obiektów w getcie, a później „rzucić się z kamieniami i pałkami” na Niemców, którzy w takim wypadki z pewnością zjawiliby się na terenie dzielnicy. Cukierman twierdzi, że ten suicydalny plan zostałby z pewnością zrealizowany w przeciągu 48 godzin, gdyby nie jego zdeterminowany sprzeciw. W toku gorącej dyskusji przekonał bowiem zgromadzonych, że na takie posunięcie „zawsze będzie czas”, a tymczasem „na ulicach Warszawy musi się polać niemiecka krew” i w tym celu trzeba stworzyć realną „siłę walczącą”.

Ostatecznie kryzys został przełamany – forum przyznało mu rację. I tak mniej więcej z końcem „wielkiej akcji” 21 września, ruszyła konspiracyjna machina, która doprowadziła do rozrostu ŻOB. 18 stycznia 1943 r. bojownicy organizacji byli na tyle przygotowani, by w spontanicznych starciach zadać straty okupantowi. W odezwach chcieli porwać ze sobą całe getto. Przez cztery miesiące dzielące obie daty Cukierman i jego towarzysze wykonali ogromną pracę.

Obwieszczenie o rozpoczęciu akcji likwidacyjnej z dnia 22 lipca 1942 r. | Kobiety wsiadające do wagonu na Umschlagplatz

„Drugi” ŻOB wyrównuje rachunki

Żydowska Organizacja Bojowa została powołana do życia 28 lipca 1942 r. w szczytowym momencie akcji wysiedleńczej w warszawskim getcie. Początkowo tworzyli ją wyłącznie działacze młodzieżowych organizacji syjonistycznych o profilu socjalistycznym: Dror (z której wywodzili się Cukierman i Lubetkin), Ha-Szomer ha-Cair (z nimi związany był Wilner) i Akiba. Terror w toku akcji właściwie zdusił jej aktywność w zarodku: działacze partii znikąd nie mogli uzyskać broni i skupiali raczej się na tym, jak uniknąć trafienia na Umschlagplatz. Stąd też wynikały po części wspomniane samobójcze koncepcje młodych konspiratorów, nie bez trudu przełamane przez Cukiermana.

Po „wielkiej akcji” w getcie wciąż żyło około 60 tys. Żydów. Idea podjęcia choćby straceńczej walki z Niemcami zyskała szerszą popularność. I tak w struktury ŻOB włączyły kolejne ugrupowania polityczne aktywne w getcie. W sztabie reaktywowanej organizacji zasiedli obok Cukiermana (Dror): Berek Sznajdl z Bundu (potem zastąpił go Marek Edelman), Jochanan Morgenstern z Poalej Syjon Prawica, Hersz Berliński z Poalej Syjon Lewica, Michał Rozenfeld z Polskiej Partii Robotniczej i wreszcie Mordechaj Anielewicz z Ha-Szomer ha-Cair. Ten ostatni – 24-letni absolwent gimnazjum o skromnym proletariackim pochodzeniu i wielkich zdolnościach przywódczych –  został także komendantem głównym organizacji.

W wyniku „akcji scaleniowej” w getcie liczebność ŻOB rozrosła się z około 200 do około 500-600 bojowców (stan na grudzień 1942 r.). W jej struktury nie włączyli się jedynie rewizjoniści, którzy troszkę później utworzyli własną zbrojna konspirację – Żydowski Związek Wojskowy.

Za wzrostem liczby chętnych do walki zupełnie nie nadążała rozbudowa arsenału. Do połowy stycznia 1943 r. Armia Krajowa wsparła organizację jedynie około 20 pistoletami. Poza tym żobowcy nabyli nieustaloną liczbę broni palnej na własną rękę. Dysponowali także niewielką liczbą granatów. W każdym razie, w interesującym nas momencie, wystarczyło jej jedynie na uzbrojenie kilkudziesięciu bojowców. Skuteczność pistoletów w pierwszej kolejności przetestowano na najgorliwszych hitlerowskich kolaborantach z szeregów Żydowskiej Służby Porządkowej. Jednym z nich był Jakub Lejkin, zastrzelony 29 października 1942 r. na ulicy Gęsiej przez bojowca Eliasza Różańskiego.

Dowódcy ŻOB nie byli w stanie przewidzieć, ile czasu dadzą im Niemcy na przygotowanie się do „ostatniego zrywu”. Starano się jak najszybciej osiągnąć gotowość bojową. Od początku działalności apelowano do mieszkańców getta o przygotowanie bunkrów. Powstawały ich setki. Wreszcie przygotowano też dwie pierwsze grupy bojowe. Pierwsza, pod dowództwem Anielewicza, stacjonowała na ul. Miłej 63. Druga, pod komendą Cukiermana, rezydowała przy Zamenhofa 58 – przy głównej trasie na Umschlagplatz – by umożliwić obronę Żydów prowadzonych do transportów.

Poza tą aktywnością, ŻOB prowadził także działalność propagandową. Na 22 stycznia 1943 r. planowano w jakiś sposób uhonorować ofiary „wielkiej akcji”, w pół roku od jej rozpoczęcia. Izrael Gutman pisze w The Jews of Warsaw, że planowano na ten dzień manifestację. Cukierman temu zaprzecza. Twierdzi, że planowanie jedynie ogłoszenie kolejnej proklamacji. Tak czy inaczej jakiś czas wcześniej żobowcy ogłosili manifest, w którym wzywali mieszkańców getta, by w razie kolejnych wysiedleń „stawili opór i nie szali jak owce na rzeź”. Zaskakująco szybko ich apel stał się aktualny.

Marek Edelman, Michał Rozenfeld, Hersz Berliński

„Nie idźcie bezwolnie na śmierć”

W połowie stycznia 1943 r. Warszawa po „aryjskiej” stronie muru żyła w strachu. Niemcy przeprowadzili serię łapanek i masowo wywozili Polaków na roboty. W związku z tym, jak pisze Gutman, Żydzi myśleli, że są bezpieczni, ponieważ dla nich po prostu zabraknie pociągów. Ich rachunki okazały się błędne. Nie wiedzieli bowiem, że Heinrich Himmler 11 stycznia rozkazał Wilhelmowi Krügerowi, dowódcy SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie, by ten niezwłocznie „zredukował” Żydów przebywających w getcie warszawskim o 8 tys. I tak 18 stycznia, o godz. 6:00 rano, oddział składający się z 200 niemieckich żołnierzy wspieranych przez 800 Litwinów i Łotyszy wkroczył do getta. Przystąpili do zbierania kwoty ofiar – kwartał po kwartale.

Oddział Anielewicza został przez okupantów kompletnie zaskoczony – wyciągnięto ich z łóżek. Żobowcy nie mogli się bronić w budynku, więc wymyślili awaryjny plan. Dołączyli do kolumny nieszczęśników, podążających na Umschlagplatz. Następnie, gdy doszli do rogu Zamenhofa i Niskiej, na sygnał Anielewicza każdy z bojowców zaatakował żołnierza, który stał najbliżej przy użyciu granatu bądź pistoletu. Rozpętała się strzelanina, huknęły eksplozje, jeden z drewnianych domów zapalił się. Zarówno żobowcy jak cywile, korzystając z chaosu, rozbiegli się na boki. Sam Anielewicz, jak relacjonuje Cukierman, miał zabić ścigającego go Niemca i zabrać mu karabin. Następnie jacyś ludzie z półświatka wciągnęli go do bunkra, gdzie przemieszkał z nimi trzy dni.

Z kolei grupa Cukiermana poczekała, aż Niemcy będą przeszukiwać kamienicę przy Zamenhofa 58. Zaczaili się na nich i z zaskoczenia przywitali serią strzałów, paru raniąc i zabijając. Za spłoszoną pierwszą grupą rzucili jeszcze granaty. Potem, gdy uciekali dachami w kierunku Muranowskiej, ponownie natknęli się na okupantów – jednego po prostu zepchnęli z dachu.

Jeszcze tego samego dnia ŻOB wydał odezwę do mieszkańców, wzywającą ich do walki:

„Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się! Weźcie topór, łom, nóż do ręki, zabarykadujcie wasze domy! Niech was tak zdobywają! W walce macie możliwość ratunku… Walczcie!”

Potyczki sił niemieckich z żobowcami trwały kolejne trzy dni. Kosztowały ich co najmniej kilkunastu zabitych i kilkudziesięciu rannych. Kwota wyznaczona do „wywózki” przez Himmlera nie została osiągnięta – do przerwania akcji 21 stycznia do Treblinki trafiło około 5 tys. Żydów. Ponadto na ulicach getta zastrzelono aż około 1200 osób.

Odezwa Żydowskiej Organizacji Bojowej

Przełamanie w gettcie

Styczniowe starcia, jak podkreślał Cukierman, stanowiły dla ŻOB psychologiczny zwrot. Mimo, że nie porwali za sobą całego getta, to udało im się zatrzymać niemiecką operację, zabrać okupantom ich broń, a przede wszystkim zadać starty. Udowodnili samym sobie i Niemcom, że nie muszą być „owcami idącymi pokornie na rzeź”. Żydzi przekonali się, że opór ma sens. Tak więc, jak podsumował Icchak Cukierman, „bez styczniowego buntu, nie byłoby buntu kwietniowego”.

Bibliografia:

  1. Cukierman – „Nadmiar pamięci. Siedem owych lat. Wspomnienia 1939-1946”, Warszawa 2020;
  2. Person – „Policjanci. Wizerunek Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie warszawskim”, Warszawa 2018;
  3. Gutman – „Resistance. The Warsaw Ghetto Uprising”, Boston-New York 1994;
  4. Gutman – „The Jews of Warsaw, 1939-1943 : Ghetto, Underground, Revolt”, Brighton 1982.