Smak gettowego życia 21

Smak gettowego życia 21

Kontynuujemy cykl „Smak gettowego życia” Agnieszki Witkowskiej-Krych, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni żywiących dzieci i niemowlęta, Transferstelle.

1 kwietnia 2020

Hotel Britania – Nowolipie 18

W getcie warszawskim poza punktami dożywiania, kuchniami ludowymi, restauracjami średniej klasy, działały również lokale o nieco innym charakterze – droższe, bardziej eleganckie, takie, w których spotykała się „nowa elita finansowa” dzielnicy zamkniętej. O osobach tych pisano: „Są i między nimi […] ludzie, o których źródle utrzymania nikt nic nie wie. A żyją dobrze, dostatnio, na przedwojennej stopie” (Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie, t. 5, Warszawa 2011, s. 71.). Owa nowa klasa społeczna rekrutowała się głównie z ludzi zajmujących się przemytem towarów z i do getta, policjantów Żydowskiej Służby Porządkowej, ale także funkcjonariuszy Urzędu do Walki z Lichwą i Spekulacją. Ludzie ci spotykali się w gettowych lokalach, by omawiać prowadzone przez siebie interesy. Pisał o tym między innymi Stanisław Różycki: „Są tacy, którzy byli przed wojną dorożkarzami, tragarzami. […] Inni – z tych samych sfer – młodzi – mają już śmiałość, tupet, a nawet gest. […] Tych widać przede wszystkim w Arizonie. Jest to mały bar-kawiarnia w podziemiach hotelu Britania, w którym mieszkają najbogatsi mieszkańcy getta, straciwszy swoje dawne mieszkanie. Pokoje drogie, bo drogie, ale za to i światło, […] pościel, śniadania, obiady, kolacje na miejscu. A i przyjemności, i rozrywki na miejscu, nie trzeba wychodzić na brudną ulicę, aby dzień godziwie i rozkosznie spędzić z dala od wojennej i gettowej zmory. Bo i dancing, kawiarnia, i restauracja, karty, tańce, alkohol, dziewczynki, wszystkiego pod dostatkiem, czego dusza zapragnie, żyć nie umierać, muzyka, śpiew, humor, dowcip okraszają szarą nudę życia szmuglerskiego” (Ibidem.).

Hotel Britania, o którym tu mowa, był jeszcze przedwojenną inwestycją. Nie cieszył się takim prestiżem jak Bristol, Polonia, czy Europejski, uchodził jednak za względnie przyzwoity. Nie jest zatem dziwne, że ci, którym przyszło przenieść się do getta, a przy tym nie udało się im znaleźć odpowiednich lokali, decydowali się, by tu zamieszkać, oczywiście mając na to wystarczające środki. Sam hotel ogłaszał się w koncesjonowanej „Gazecie Żydowskiej”, pisząc, że oferuje wynajem długoterminowy, z wygodami, takimi jak chociażby centralne ogrzewanie. (Gazeta Żydowska 1941, nr 3, s. 10).

Stanisław Różycki z dużą rezerwą opisywał atmosferę panującą przy ulicy Nowolipie 18. Goście, którzy tam bywali, to – w jego oczach – osoby ubrane w wykwintne stroje, wyperfumowane i świeże. Podawane przy stolikach napoje to przede wszystkim alkohole, takie jak „likiery, wina, cocktaile” (Ibidem.), do jedzenia zaś: „pomarańcze, cytryny, jabłka, […] torty, oranżady, majonezy, ryby, kury, sardynki” (Ibidem.). Specjalny gość, którego Różycki nazywa „królem pośredników”, zamawiał ponoć dania, o których mieszkańcy okolicznych ulic mogli tylko marzyć: „pierś z gęsi z macą, miód, cebulkę z wątrobą, śliwowicę” (Ibidem.). Konstatacja Różyckiego dotycząca poziomu tego lokalu była jednak niewesoła: „w gruncie rzeczy jest to nora, gniazdo najgorszych wyrzutków, ludzi bez skrupułów i bez wstydu, przeważnie niewykształconych prostaków, silących się na gesty wielkich panów. […] To nic, że orgie, że dom publiczny, że karciarnia, hazard, taniec, żarcie, pijatyka. To nic, że pieniądze rzuca się tak łatwo, jak łatwo wyciska się je z kieszeni nędzarzy” (Ibidem, s. 72.). Jest to obrazek codzienny, choć – jak zakładał Różycki – mógł on się różnić od tego, co działo się w lokalu w czasie godziny policyjnej, gdy do Britanii nikt już nie mógł oficjalnie przybyć. „Muzyka całą noc do dyspozycji, […] kelnerki i inne kobiety też. A wódki, wina, ciastek, mięs, majonezów, owoców nie zabraknie” (Ibidem.). Miejsce to w porównaniu z zatłoczonymi, szarymi ulicami getta musiało wywierać wielkie wrażenie. Potwierdził to nieznany z imienia Rode, który odwiedził Britanię na chwilę po tym, gdy opuścił jedno ze schronisk dla uchodźców. Lokal przy Nowolipiu wspominał po latach: „fordanserki w wieczorowych sukniach, służba, orkiestra, stoliki, kolacyjki z alkoholem, snujący się dym papierosów, cygar. […] Orkiestra gra, taniec, śmiech, zabawa…” (Archiwum ŻIH, sygn. 302/129.), czyli wszystko to, co dla przeciętnego, poważnie zubożonego mieszkańca getta było prawie nieosiągalne.

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian

Zdj. Nowolipie, skrzyżowanie z Karmelicką i Mylną w okresie II wojny światowej. Od lewej: ruiny kamienicy Nowolipie 24 róg Karmelicka 11, kamienica Karmelicka 12 róg Nowolipie, ściana szczytowa kamienicy Nowolipie 20, w dalszej części ulicy widoczne kamienice Nowolipie 14a, Nowolipie 14 i Nowolipie 12. Na wprost boczna elewacja kamienicy Nowolipie 17 oraz kamienicy przy Mylnej (nr hip. 7346). (Fundacja Warszawa 1939, źródło: skan zdjęcia nadesłany przez Tomasza Lerskiego)




Smak gettowego życia 20

Smak gettowego życia 20

Kontynuujemy cykl „Smak gettowego życia” Agnieszki Witkowskiej-Krych, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni żywiących dzieci i niemowlęta, Transferstelle.

25 marca 2020

Filia Szpitala Bersohnów i Baumanów – skrzyżowanie Leszna i Żelaznej

W budynku na skrzyżowaniu ulic Leszna i Żelaznej, blisko jednej z bram prowadzących do getta, latem 1941 roku została ulokowana filia Szpitala Bersohnów i Baumanów. Był to efekt starań Anny Braude-Heller, dyrektorki szpitala, która w związku ze wzrostem, w postępie geometrycznym, liczby potrzebujących zadbała o to, by powiększyć jego kubaturę. Wcześniej, przez kilka wojennych miesięcy mieściło się tam schronisko dla uchodźców. Był to bardzo nowoczesny, modernistyczny gmach, zbudowany w 1937 roku, przeznaczony na miejskie cele edukacyjne. Przed wojną mieściły się tam cztery szkoły powszechne, a każda z nich zajmowała jedno piętro. Do wspólnego użytku przeznaczony był najniższy poziom, gdzie ulokowano uczniowskie szatnie, natryski, stołówkę z zapleczem kuchennym, a także pokoje lekarskie obsługujące wszystkie szkoły. W czasie wojny, w momencie, gdy zlikwidowano schronisko dla uchodźców i wprowadził się do niego dziecięcy szpital, gmach ten przedstawiał nieco inny obraz. Adina Blady-Szwajger, lekarka szpitala, pisała o tym miejscu: „Był to smutny, trzypiętrowy budynek tuż koło wachy – bramy w murze getta. Po drugiej stronie Żelaznej, połączone z gettem mostem, znajdowały się budynki Arbeitsamtu i kwarantanny dla tych, którzy zetknęli się z durem plamistym” (Adina Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, Warszawa 2019, s. 49-50.).

Na czele filii stanęła doktor Anna Braude-Heller, opiekę nad macierzystą placówką zlokalizowaną przy ulicy Śliskiej powierzając doktor Annie Margolisowej. W nowym miejscu zatrudnienie znalazła również Adina Blady-Szwajger, która swoją karierę pediatryczną rozpoczęła w 1940 roku na Śliskiej właśnie. Między innymi dzięki jej zapiskom można przyjrzeć się dziś „od wewnątrz” pracy szpitala. Jednym z wątków poruszanych przez Adinę Blady-Szwajger był panujący w placówce głód, który dotykał tak małych pacjentów, jak i pracowników. W swoich powojennych wspomnieniach pisała: „Coraz częściej brakowało jedzenia, nawet tych głodowych racji. I był taki dzień, kiedy na sali starszych dzieci wygłodniałe szkielety rzuciły się na kocioł z zupą, przewróciły go odpychając pielęgniarkę, a potem zbierały rozlane pomyje z podłogi, chłeptały je, wydzierając sobie kawałki zgniłej brukwi” (Ibidem, s. 49.). Widok głodnych dzieci wracał do Adiny Blady-Szwajger przez kolejne lata. Pisała o tym: „A na pryczach leżały szkielety dzieci albo ogromne obrzęknięte bryły. I tylko oczy żyły. A kto nie widział takich oczu, takiej twarzy zagłodzonego dziecka z czarną jamą otwartych ust, ze zmarszczoną pergaminową skórą, ten nie wie, jakie może być życie” (Ibidem, s. 52.).

Na Żelaznej prowadzono również pracę naukową dotyczącą badania głodu. Projekt ten, zainicjowany w lutym 1942 roku przez doktora Izraela Milejkowskiego, miał na celu uzyskanie obrazu klinicznego i obserwację zmian biochemicznych u głodujących. Stworzono specjalne „sale głodowe”: pierwszą, w której badano dorosłych i drugą, w której obserwowano dzieci. Przedmiotem badań były typowe przypadki, w założeniu wolne od dodatkowych powikłań, czyli tego wszystkiego, co mogłyby zaburzyć wyniki analiz. Wśród lekarzy-naukowców-autorów tekstów znaleźli się między innymi doktor Izrael Milejkowski, doktor Emil Apfelbaum, doktor Teodozja Goliborska, która jako jedyna z autorów przeżyła wojnę oraz doktor Anna Braude-Heller. Ta ostatnia pisała o tym, z czym stykała się na co dzień w filii Szpitala Bersohnów i Baumanów, czyli o obrazie klinicznym głodu u dzieci. W sposób charakterystyczny dla ówczesnych artykułów medycznych przedstawiła sytuację pacjentów pozostających pod jej opieką, metodycznie odtwarzając, do czego prowadzi chroniczny głód. Poza apatią, ubytkiem wagi, zahamowaniem wzrostu, hipotermią, zmianami skórnymi (zasinienie, wzmożona pigmentacja, stany zapalne), opisała dalsze stadia, takie jak: obrzęki, przykurcze mięśniowe, zwiotczenia, rozedmę płuc oraz gromadzenie się płynu w opłucnej. Konkludując swoje badania stwierdziła, że obrzęki głodowe u dzieci młodszych w przeważającej liczbie przypadków świadczyły o zmianach nieodwracalnych i kończyły się niepomyślnie. Jak inaczej mogły się kończyć?

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian

Zdj. budynek z czterema szkołami powszechnymi, w którym w czasie wojny mieściła się filia Szpitala Bersohnów i Baumanów, Żelazna 88 róg Leszno 80/82 przed 1939 r. („Architektura i Budownictwo”, aut. Czesław Olszewski)




Wykłady konferencji naukowej MGW dostępne online

Wykłady konferencji naukowej MGW dostępne online

„Początki okupacji nazistowskiej. Ciągłość i zmiana w życiu polskim i żydowskim 1939-1941” to tytuł międzynarodowej konferencji naukowej, zorganizowanej przez Muzeum Getta Warszawskiego w dniach 18 – 19 listopada we współpracy z Polskim Towarzystwem Studiów Żydowskich, Żydowskim Instytutem Historycznym, European Network Remembrance and Solidarity oraz Touro College w Berlinie.

20 marca 2020

Jaki był pierwszy rok okupacji niemieckiej w Polsce? Jak go zapamiętano, jak opisano, co oznaczał? Nie ma tu jednej odpowiedzi: inaczej wspominał go polski jeniec, inaczej żołnierz Wehrmachtu. Okupacja oznaczała co innego dla ludności polskiej, a co innego – o czym wkrótce się przekonano – żydowskiej. Czym innym była dla Romów i dla podpisujących folkslistę, inaczej zapamiętali ją mieszkańcy Warszawy, miast w Poznańskiem i wsi w Lubelskiem.

W dniach 18-19 listopada 2019 r. Muzeum Getta Warszawskiego wspólnie z Polskim Towarzystwem Studiów Żydowskich (PTSŻ), Żydowskim Instytutem Historycznym (ŻIH), European Network Remembrance and Solidarity (ENRI) i Touro College Berlin zorganizowało międzynarodową konferencję naukową pt. „The Beginning of Nazi Occupation: Patterns of Continuity and Changes in Jewish and Polish Life”. Samo wydarzenie wpisało się w przypadającą w ubiegłym roku 80. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Jego celem było dokonanie pogłębionej, naukowej analizy wpływu okupacji niemieckiej na sytuację na ziemiach polskich i postaw ludności w pierwszym roku wojny, ale także porównanie paradygmatów badawczych i podejścia metodologicznego. W konferencji wzięło udział kilkudziesięcioro badaczy z kraju i zza granicy, zarówno o ugruntowanym już dorobku naukowym, jak i młodych naukowców, reprezentujących różne środowiska i instytucje.” – napisał o tym wydarzeniu prof. Konrad Zieliński, pracownik działu naukowego i kurator naukowy wystawy stałej.

W każdy poniedziałek i czwartek będziemy udostępniać na profilu FB naszej instytucji linki do poszczególnych wykładów, znajdujących się na YouTube. Wykłady znajdą też Państwo tutaj, na naszej stronie oficjalnej. Cykl wystąpień zainauguruje wykład prof. Stephana Lehnstaedta z Touro College Berlin pt. „Oczami okupanta. Zwyczajni Niemcy patrzą na Polskę”, dostępny od 23 marca 2020 r.

Anna Kilian

Zdj. MGW




Smak gettowego życia 19

Smak gettowego życia 19

Kontynuujemy cykl „Smak gettowego życia” Agnieszki Witkowskiej-Krych, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni żywiących dzieci i niemowlęta, Transferstelle.

18 marca 2020

Teatr Femina – Leszno 35

Poza tęsknotą za pożywnym jedzeniem, ogromna większość ludzi zamkniętych w murach warszawskiego getta odczuwała również głód innego rodzaju. Był to mianowicie głód uczestnictwa w życiu kulturalnym, literackim i społecznym. Działające w getcie instytucje kultury częściowo odpowiadały na tę szczególną potrzebę. Jedną z takich instytucji był mieszczący się w getcie pod adresem Leszno 35 teatr Femina. Teatr ten, kierowany przez Jerzego Jurandota, został otwarty 20 czerwca 1941 roku, zaś jego sala mogła pomieścić około dziewięciuset widzów. Reprezentował wysoki poziom artystyczny, a na jego deskach występowali wybitni żydowscy aktorzy, pieśniarze i tancerze. W czasie swojego funkcjonowania w getcie w teatrze Femina odbyło się ponad dziesięć premier. Pisała o nich między innymi koncesjonowana przez Niemców „Gazeta Żydowska”. Już 4 lipca 1941 roku, czyli niespełna trzy tygodnie po jego otwarciu, w reklamie umieszczonej na łamach gadzinówki można było przeczytać, że przedstawienie noszące tytuł Batalion humoru wzbudza powszechny zachwyt, zaś sala, w której przedstawienie jest odgrywane jest „najchłodniejszą w dzielnicy” (Gazeta Żydowska 1941, nr 54, s. 6.).

W teatrze Femina organizowane były również spotkania mające charakter zbiórkowy – ich celem było pozyskanie środków na rzecz mieszkańców getta potrzebujących wsparcia (w tym żywnościowego). Kilka tego rodzaju imprez odbyło się na okoliczność akcji Miesiąc Dziecka, wczesną jesienią 1941 roku. I tak, na łamach „Gazety Żydowskiej” czytamy: „W sali teatru Femina odbyła się ubiegłej soboty wielka akademia inauguracyjna Miesiąca Dziecka – akcji społecznej przeznaczonej na rzecz ubogich dzieci, sierot i bezdomnych dzieci ulicy. O wielkim znaczeniu wspomnianej akcji świadczy przybycie na akademię inauguracyjną najpoważniejszych działaczy społecznych w dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Na pięknie kwiatami udekorowanej scenie zasiadło prezydium akademii. Przy stole prezydialnym widziało się między innymi pana inżyniera Adama Czerniakowa, panią Prezesową Czerniakowową, radców: Wielikowskiego i Zabłudowskiego. […] Akademię rozpoczęły chóry dziecięce Tarbut kuchen Centosu. Pod batutą profesora Szklara odśpiewały szereg piosenek w języku hebrajskim. Całość wypadła doskonale. Następnie zabrał głos pan radca Wielikowski, który w krótkich słowach podkreślił wzniosłe cele przyświecające organizatorom akcji Miesiąca Dziecka. Jako pierwszy z kolei wygłosił przemówienie Przewodniczący Rady Żydowskiej inżynier Czerniaków. Jako ten, na którego barkach spoczywa troska o życie mieszkańców dzielnicy, wezwał on obecnych na sali licznych przedstawicieli społeczeństwa żydowskiego w dzielnicy do ofiarnej akcji na rzecz naszych najmłodszych współobywateli, którzy potrzebują tej pomocy jeszcze bardziej od wszystkich innych. Pan Przewodniczący przyrzekł ze swej strony swe najgorętsze poparcie skali pomocy dzieciom żydowskim. W imieniu Rady Żydowskiej zadeklarował sto tysięcy złotych” (Gazeta Żydowska 1941, nr 90, s. 5.).

Okolicznościowe przemówienia poświęcone nawoływaniu społeczeństwa naszego do pomocy wygłosili także Adolf Berman (który ponoć odczytał sprawozdanie z życia tysięcy najbiedniejszych dzieci w internatach, punktach, azylach, świetlicach, punktach dożywiania i półkoloniach Centosu), żona Adama Czerniakowa, Felicja, prezes Zakładu Zaopatrywania Abraham Gepner, dyrektor Jointu Icchak Giterman i inni. Owa „wielka akademia inauguracyjna Miesiąca Dziecka wywołała w dzielnicy żydowskiej w Warszawie ogromne wrażenie, także ze względu na wzniosłe cele, jakim była poświęcona, jak i na fakt, że od bardzo dawnego czasu była to pierwsza w tym rodzaju impreza społeczna” (Ibidem.).

Adam Czerniaków w swoim dzienniku napisał o tym wydarzeniu, że największe powodzenie, „sądząc z oklasków”, miała jego żona, Felicja (Adama Czerniakowa dziennik z getta warszawskiego, opr. M. Fuks, Warszawa 1983, s. 216.). O tym zaś, na ile środki zbierane na okoliczność Miesiąca Dziecka zainaugurowanego z wielką pompą w Feminie trafiły do głodnych dzieci, można było dowiedzieć się, śledząc artykuły w kolejnych numerach „Gazety”.

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian

Zdj. Teatr Femina, Leszno 35, 1939 r. (Referat Gabarytów)




Smak gettowego życia 18

Smak gettowego życia 18

Kontynuujemy cykl „Smak gettowego życia” Agnieszki Witkowskiej-Krych, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni żywiących dzieci i niemowlęta, Transferstelle.

11 marca 2020

Kościół NMP – Leszno 32

Na terenie warszawskiego getta znalazły się trzy kościoły rzymskokatolickie. Jednym z nich był Kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, zbudowany w latach 1682–1732 jako świątynia przylegająca do klasztoru Zakonu Braci Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, potocznie zwanych karmelitami trzewiczkowymi. Pierwsze nabożeństwo odbyło się tutaj 8 września 1682 roku w kaplicy urządzonej w nabytej posiadłości, przed obrazem pędzla nieznanego autora, przedstawiającym Matkę Boską. Obraz ten został z czasem umieszczony w ołtarzu głównym kościoła. Obok niego wzniesiono klasztor, który później został przemianowany na więzienie.

Kościół przy ulicy Leszno wraz z kościołem pod wezwaniem Wszystkich Świętych, mieszczącym się przy Placu Grzybowskim, działały w getcie warszawskim „w starym stylu”. Oznacza to, że w murach tych dwóch budynków regularnie odbywały się nabożeństwa dla Żydów-katolików, którzy zgodnie z nakazem okupanta również mieli znaleźć się za murami dzielnicy zamkniętej. Oprócz odprawiania niedzielnych mszy organizowano również dla podopiecznych kościoła różnego rodzaju zajęcia. Co więcej, udzielano tam również ślubów. Na jeden z nich została zaproszona Ruth Cyprys (Ruth Cyprys, Skok dla życia: pamiętnik z czasów okupacji Polski, Warszawa 2000, s. 31-32.)

Ochrzczeni Żydzi nie cieszyli się szczególną estymą wśród innych mieszkańców getta. Uważano ich nierzadko za konformistów, którzy korzystając z możliwości chrztu, próbują zyskać specjalną opiekę ze strony Kościoła, a w szczególności działającego w jego strukturze Caritasu. Faktem jest, że instytucja ta wspierała swoich wyznawców. Jednym z tych, którym pomagano, bliżej związanym co prawda z Kościołem Wszystkich Świętych przy Placu Grzybowskim, był profesor Ludwik Hirszfeld. Pisał on o swoim związku z tym miejscem: „W sierpniu 1941 roku otrzymaliśmy mieszkanie własne na plebanii Kościoła Wszystkich Świętych […]. W przeciwieństwie do kościoła na Lesznie, gdzie w domu parafialnym mieszkali prawie jedynie księża, w tym domu parafialnym wszystkie pokoje i mieszkania, z wyjątkiem mieszkania prałata [Marcelego] Godlewskiego, były oddane do użytku parafian.[…] Dziwne to było życie. Nigdy nie miałem tak bliskiego kontaktu z Kościołem jak w czasie pobytu w dzielnicy zamkniętej. […] W niedziele wszyscy chrześcijanie, nie tylko katolicy, chodzili na Mszę. Uczęszczali wszyscy: lekarze, adwokaci i ci, dla których chrzest był wyrazem wiary, i ci, dla których był symbolem narodowym, i ci, którzy chrzcili się dla interesu” (Ludwik Hirszfeld, Historia jednego życia, Warszawa 2000, s. 363.).

O istnieniu kuchni dla Żydów chrześcijan prowadzonej przez Caritas przy Kościele Wszystkich Świętych Hirszfeld wspominał po wojnie: „Mieszkańcy budynku parafii […] tym się różnili od reszty mieszkańców getta, że pod względem mieszkaniowym byli w lepszej sytuacji. Na terenie parafii była czynna kuchnia Caritasu korzystająca z przydziałów Żydowskiego Towarzystwa Opieki Społecznej i Zakładu Zaopatrywania. Kuchnia przeznaczona dla zubożałych katolików Żydów i ich rodzin obsługiwała jednakże i biedotę żydowską, nie czyniąc w tym względzie żadnych różnic” (Archiwum ŻIH, sygn. 301/4151.). O tej szerokiej – bez różnicy wyznania – działalności Caritasu pisał we wrześniu 1941 roku także Emanuel Ringelblum: „Neofici […] otrzymują tyle obiadów, ile chcą, nawet zamożni dostają obiady. […] Neofici wyrządzili nam ostatnio przysługę: ich Caritas przyjmuje konsumentów Żydów. Otrzymują oni także więcej produktów od innych. Ostatnio po cztery lub sześć kilogramów cukru” (Emanuel Ringelblum, Kronika getta warszawskiego, Warszawa 1983, s. 317-318.). Podobno, jak pisał Ringelblum, część z tych darów sprzedawana była również innym potrzebującym mieszkańcom getta (Ibidem, s. 229.).

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian

Zdj. Leszno 32, Kościół pw. Narodzenia NMP, przed 1939 r. (Gazeta Wyborcza) i w 2010 r. (aut. Anna Kucharska); Agnieszka Witkowska-Krych i Jarosław Abramow-Newerly podczas Targów Książki Historycznej w Arkadach Kubickiego w grudniu 2019 r. z książką naszej felietonistki „Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem”, uhonorowaną jedną z nagród KLIO




Seminarium wyjazdowe dla nauczycieli przełożone

Seminarium wyjazdowe dla nauczycieli przełożone

W związku z decyzjami najwyższych władz państwowych, władz MKiDN i dyrekcji Muzeum Getta Warszawskiego, w obliczu zagrożenia zakażeniem koronawirusem, podjęliśmy decyzję o przełożeniu seminarium wyjazdowego dla nauczycieli i edukatorów do Chełmna i Łodzi, które miało się odbyć 21 i 22 marca. Zmianie ulega termin seminarium. Pozostałe ustalenia dotyczące programu warsztatów, dojazdu, zakwaterowania i wyżywienia pozostają w mocy. Nowy, prawdopodobny termin, to przełom maja i czerwca 2020.

11 marca 2020

Miłka Skalska, rzeczniczka prasowa

Zdj. pomnik na terenie byłego obozu zagłady Kulmhof




Bunkier „Krysia”

Bunkier „Krysia”

7 marca mija 76. rocznica zdekonspirowania bunkra „Krysia”, znajdującego się pod terenem szklarni na posesji Mieczysława Wolskiego przy Grójeckiej 81, w którym w latach 1942-1944 ukrywało się kilkudziesięcioro Żydów. Należała do nich rodzina Emanuela Ringelbluma. Zapraszamy do lektury felietonu dra Pawła Wieczorka na temat zdemaskowania największej tego rodzaju operacji ratunkowej w okupowanej Warszawie

6 marca 2020

Czy umieranie jest trudne?” – został tego wieczoru zapytany pisarz Jechida Hirschant [Kassow, 351]. Nie po to, by wejść z nim w dyskurs na temat sensu i ceny życia w czasach pokoju. Bo gdy padło pytanie, trwała odmienna epoka: Zagłady. Taki wątek – gdy wśród wszelkich odmienności jednego należało być pewnym: nieuniknionej śmierci – był na stałe wpisany w rozmowy. Szczególnie pomiędzy więźniami Pawiaka. Nadziei i czasu wystarczało – wyłącznie i mimo wszystko – na trwanie w niepewności. Informacja, że tak znana i wyjątkowa postać tam przebywała, rozeszła się wśród Żydów błyskawicznie. Równolegle zaczęli więc szukać rozwiązania, które dawałoby współwięźniowi szansę uniknąć śmierci. Przez choćby tymczasowe wyjście – na roboty publiczne – poza mury więzienia. Z innymi skazańcami – robotnikami, lecz bez najbliższych: żony Judyty i syna Uriego. Wówczas podjął decyzję ostateczną. Poddał się czy okazał niezłomnym, pokonał strach czy przeciwnie, uległ mu? Niezależnie od wszystkiego, z niesionej pomocy nie skorzystał. Pozostał, by następnego dnia stać się jedną z czterdziestu ofiar mordu dokonanego przez Niemców – rankiem 10 marca 1944 roku na terenie pogettowych ruin. To był Emanuel Ringelblum…

Zbyt aktywny w gettowym życiu publicznym – w sferze opiekuńczo-pomocowej, społecznej i po części także politycznej – był rozpoznawalny. Tym samym więc „skazany” od lutego 1943 roku na życie – dosłownie – „pod powierzchnią”: w bunkrze „Krysia” [Engelking, Lebionka, 2009, 24]. Ten schron – wybudowany za środki pochodzące od żydowskich rodzin i instytucji – uchodził za strefę wyjątkowego bezpieczeństwa w epoce bezprawia. Na powierzchni, w przybliżeniu, 35 m² jednocześnie przebywało około czterdziestu osób. Legowiska były rozstawione wzdłuż ścian. Przestrzeń przecinał długi stół. Niewielką część zagospodarowano jako kuchnię (użytkowaną wyłącznie nocą), odrębną zaś – za parawanem – stanowiła toaleta. Ludzie z „Krysi” mieli ochronę podwójną – ich podziemny „dom” był dodatkowo zamaskowany wielką szklarnią. Za dnia musieli milczeć i tkwić w bezruchu w zamkniętej przestrzeni, nocą zaś – na miarę możliwości i na tyle, ile wymagało tego bezpieczeństwo – na krótko opuszczali bunkier, rozmawiali, spożywali posiłki. Bezpośredni ratunek Żydom nieśli Mieczysław Wolski, właściciel gospodarstwa ogrodniczego przy ul. Grójeckiej 84 (na tym terenie znajdował się bunkier „Krysia”) oraz jego kilkunastoletni bratanek, Janusz Wysocki (dostarczali żywność, wynosili nieczystości, dbali o bezpieczeństwo). Matka i siostry Wolskiego niosły wsparcie duchowe. Mężczyźni dodatkowo pośredniczyli w kontaktach Żydów ukrytych w bunkrze z ludźmi funkcjonującymi „na powierzchni”.

Pomimo zalet, z tą najważniejszą dla przebywających – szansą przeżycia, w „Krysi” nie brakowało problemów: psychicznych i zdrowotnych. Szczególnie te pierwsze musiały występować wśród ludzi przebywających od wielu miesięcy, bez przerwy, w jednym miejscu. Dochodziło do sporów, kłótni, złośliwości. Orna Jagur, obecna „pod ziemią” do pierwszych dni marca 1944 roku, widziała i odczuwała bezpośrednio ciężar rozgrywających się tam dramatów: ludzi skazanych na egzystencję w świecie tak dalekim od znanego im sprzed wojny, że nierealnym. Opowiadała o beznadziejnych warunkach: brudzie, stęchliźnie i robactwie, obłąkańczych spojrzeniach, lękach, niepokojach, znerwicowaniu i podnieceniu. Judyta Ringelblum w liście do Adolfa Bermana napisała wprost: „Tu panuje straszne przygnębienie – więzienie bezterminowe. Okropna beznadziejność” [Paulsson, 180].

Emanuel Ringelblum, choć obecny w „Krysi”, żył życiem getta szczątkowego. W przededniu wybuchu powstania, by być naocznym świadkiem wydarzeń, opuścił schron. Udał się do getta. Na okres wielu miesięcy słuch o nim zaginął. Dopiero latem tego roku do Warszawy dotarła wiadomość, że żyje i jest więźniem obozu pracy SS w Trawnikach. Za sprawą starań i działań „Żegoty” i Armii Krajowej (Emilia Rozencwajg „Marylka” oraz Teodor Pajewski), do schronu powrócił w sierpniu [Engelking, Libionka, 2009, 72]. I odtąd trwał ze wszystkimi do samego końca.

Kres bunkra „Krysia” był skutkiem donosu złożonego prawdopodobnie przez Polaka (lub Polkę). Dnia 7 marca 1944 roku posesję Wolskich otoczyły oddziały gestapo i granatowej policji. Znakomicie wiedzieli, gdzie kryje się „wróg”. Tam skierowali pierwsze kroki: „Podniosła się klapa wejściowa do schronu i w otworze zaczęły się ukazywać, jedna po drugiej, postacie nieszczęsnych skazańców. Najpierw wychodziły matki z dziećmi – biedne dzieci mrużyły oczy, oślepione światłem dziennym i słońcem, którego nie widziały tak dawno – niektóre płakały ze strachu. Matki bezradnie tuliły je do siebie. Potem wychodzili kolejno dorośli, w śmiertelnej ciszy, którą przerywał czasem szloch kobiecy zagłuszony niemieckim wrzaskiem” [Kassow, 350]. Wywieźli na Pawiak, przez dwa dni katowali. Chcieli wymusić zeznania i usłyszeć oskarżenia, które doprowadzą ich do kolejnych „winnych”. Bez powodzenia. W ostateczności więc wczesnym porankiem 10 marca 1944 roku więźniów zapędzili na teren pogettowch ruin. I zgładzili. Wśród nich Emanuela Ringelbluma, jego żonę i syna…

Emanuel Ringelblum być może przewidywał, że zbliża się kres istnienia żydowskiego skupiska w Warszawie. Dlatego pracował bez wytchnienia. Przez cały okres – od listopada 1940 do marca 1944 roku – gdy przeplatały się przełomowe dla ludności żydowskiej wydarzenia (tzw. Wielka Akcja, Powstanie w Getcie Warszawskim), był oddany idei odtwarzania wszechstronnego obrazu życia Żydów pod hitlerowską okupacją. Jego dzieckiem był Oneg Szabat – kilkudziesięcioosobowy zespół prowadzący różnorakie działania archiwalne i badawcze [Ringelblum, 473 – 490].

W pracach Oneg Szabat prym wiodła zasada wszechstronności, drugą zaś miał być obiektywizm. Nałożyły się na siebie praca badawcza i proces historyczny, analizie poddana została rzeczywistość, która nie była jeszcze czasem przeszłym lecz trwającym, żywym, wciągającym w swe tryby badacza, jego rodzinę, środowisko i całą ginącą społeczność żydowską [Sakowska, 164 – 165]. Wszystkie działania podzielono na cztery dziedziny: ogólną, gospodarczą, kulturalno-naukowo-literacko-artystyczną oraz pomocy społecznej. I bezustannie gromadzono dokumenty urzędowe (obwieszczenia, odpisy korespondencji, druki pocztowe, kartki żywnościowe), materiały osobiste (legitymacje, zaświadczenia, karty meldunkowe, dyplomy), prace naukowe, korespondencję, fotografie. Najcenniejsze były dzienniki. Choć twórca i lider Oneg Szabat padł ofiarą hitlerowskiej zbrodni, przetrwało wielkie dzieło: Archiwum Ringelbluma … W 1999 roku stało się częścią UNESCO Memory of the World.

Dr Paweł Wieczorek

Opr. Anna Kilian

Zdj. teren, gdzie w latach 1942-1944 znajdował się bunkier „Krysia”, pod koniec lat 40. XX w. (zbiory prywatne)

Bibliografia – układ chronologiczny:

– E.Ringelblum, Kronika getta warszawskiego, Warszawa 1988;
– R.Domańska, Pawiak – kaźń i heroizm, Warszawa 1988;
– R.Sakowska, Ludzie z dzielnicy zamkniętej, Warszawa 1993;
– G.S.Paulsson, Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy (1939 – 1945), Kraków 2007;
– B.Engelking, D. Libionka, Żydzi w powstańczej Warszawie, Warszawa 2009;
– S.D.Kassow, Kto napisze naszą historię ? Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma, Warszawa 2010;
– B.Engelking, D. Libionka, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2013

Paweł Wieczorek – doktor nauk humanistycznych. Specjalność: historia najnowsza. Współpraca: United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie, Żydowski Instytut Historyczny oraz Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Laureat konkursu Żydowskiego Instytutu Historycznego na najlepszą pracę doktorską im. M.Bałabana (2014). Uczestnik międzynarodowego projektu badawczego „Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX wieku” (2013- 2016). Autor artykułów i książek. Zainteresowania badawcze: stosunki polsko – żydowskie po 1945 r., żydowskie ruchy społeczne i polityczne, mniejszości narodowe i etniczne w Polsce, zimna wojna, totalitaryzm.




Smak gettowego życia 17

Smak gettowego życia 17

Po niemal półrocznej przerwie kontynuujemy cykl „Smak gettowego życia” Agnieszki Witkowskiej-Krych, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni żywiących dzieci i niemowlęta, Transferstelle.

4 marca 2020

Mieszkanie prywatne Emanuela Ringelbluma – Leszno 18

W kamienicy mieszczącej się pod adresem Leszno 18 w getcie warszawskim mieszkała wraz z mężem i córką Hanną doktor Klara Mesz – lekarz ginekolog, której po wielkiej akcji likwidacyjnej udało się przedostać na stronę aryjską i szczęśliwie przeżyć wojnę (Wspomnienie Hanny Mesz, w: Dzieci Holocaustu mówią…, t. 1., Warszawa 2002, s. 98.). W tym samym budynku, w czasie powstania w getcie, skonstruowany został również schron przeznaczony dla walczących Żydów. To, o czym jednak warto pamiętać, pisząc o budynku przy Leszno 18, to fakt, że było to miejsce, w którym rezydował Emanuel Ringelblum wraz ze swoją najbliższą rodziną – żoną Judytą i synem Urim. Był to także zapewne punkt, gdzie podejmowane były ważne decyzje dotyczące kierunków rozwoju tworzonego przez Ringelbluma konspiracyjnego archiwum getta, realizowanych projektów badawczych oraz angażowania do współpracy nowych osób. Być może właśnie w tym miejscu ustalono, że jednym z wątków badanych przez współpracowników grupy Oneg Szabat będzie wszechobecny w getcie głód. Być może właśnie tutaj ktoś zaproponował, by do grupy archiwistów zaprosić Lejba Goldina, czyli przebywającego w getcie jidyszowego literata i tłumacza, który przed wojną działał w młodzieżowym ruchu robotniczym i pisał artykuły w prasie o odchyleniu komunistycznym, a w getcie współpracował z podziemną prasą Bundu (Biogram Lejba Goldina, w: Polski Słownik Judaistyczny dostępny online, https://www.jhi.pl/psj/Goldin_Lejb_(Lejbl), dostęp 13 lutego 2020.). Jego przejmujący tekst zapisany w języku jidysz i zatytułowany Kronika jednej doby jest świadectwem powolnego konania i nierównej walki z własnym, zagłodzonym już do granic, organizmem. Lejb Goldin, beneficjent jednej z kuchni ludowych w warszawskiej dzielnicy zamkniętej, pisał: „Ostatnia zupa – wczoraj, za dwadzieścia pierwsza. Najbliższa – dziś o tej samej porze. Sporo już czasu upłynęło. Ile jeszcze zostało? Osiem godzin. Chociaż w gruncie rzeczy ostatnia godzina, ta od dwunastej się nie liczy. Wtedy jesteś już w kuchni, upojony zapachem jedzenia. Już widzisz zupę. Wygląda na to, że właściwie pozostało jeszcze tylko siedem godzin”. (Archiwum Ringelbluma. Antologia, Wrocław 2019 , s. 713.). Głód, o którym pisze Goldin, jest nieodłącznym towarzyszem życia, tym, co zmusza człowieka, by czuł się przede wszystkim ciałem. Autor wie, że gdzieś na świecie są ludzie, którzy nie myślą wyłącznie o jedzeniu, którzy „godzinami spacerują po ogrodach i parkach, przesiadują nad brzegiem rzeki, w chłodnym cieniu pod rozłożystym drzewem, i rozmawiają czule ze sobą, i razem się śmieją, i patrzą sobie w oczy tak tkliwie, serdecznie i namiętnie. […] Może są głodni, ale nie myślą o tym. I są zazdrośni, i gniewają się na siebie – ale nie myślą o jedzeniu. I to wszystko jest takie prawdziwe, i dzieje się na świecie, wprawdzie daleko stąd, ale przecież się dzieje, i ludzie są tacy jak ja – tam daleko…” (Ibidem, s. 717.). Czas oczekiwania na posiłek i głód, który wzmagał się z każdą chwilą, były dla Goldina, ale zapewne także dla innych konsumentów zup wydawanych w kuchniach ludowych warszawskiego getta, nieznośną wręcz torturą. Obserwacja siedzących obok i już jedzących sprawiała nieomal fizyczny ból: „Przy przeciwległym stole panuje błogość. Spokojna cisza – tam już jedzą. […] Po zupie ich twarze nabierają błogiego, szczęśliwego wyrazu” (Ibidem, s. 722.). Doświadczenie to było codziennością…

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian

Zdj. Leszno 18, 1940 r., Referat Gabarytów, Archiwum Państwowe w Warszawie




Smak gettowego życia 16

Smak gettowego życia 16

Po niemal półrocznej przerwie MGW powraca z cyklem „Smak gettowego życia” Agnieszki Witkowskiej-Krych, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni żywiących dzieci i niemowlęta, Transferstelle.

26 lutego 2020

Dom Handlowy – Leszno 14

W budynku pod adresem Leszno 14 przed wojną mieściło się znane gimnazjum męskie, założone w 1915 roku przez Jakuba Finkla, który przez lata pełnił tam funkcje dyrektora. Była to placówka ośmioklasowa, o profilu humanistycznym, z niepełnymi prawami gimnazjum państwowego. Językiem wykładowym był język polski. Wśród nauczycieli zdecydowaną większość stanowili Żydzi. Podczas okupacji budynek gimnazjum przestał pełnić swoje edukacyjne funkcje i stał się miejscem, w którym ulokowano różne instytucje, w tym także pomocowe. Działały one również w getcie. Jedną z nich była samowystarczalna kuchnia ludowa, przeznaczona dla działaczy społecznych i urzędników. Abraham Lewin pisał, że serwowano tam dwa rodzaje obiadów, skromniejszy, który kosztował 2.25 złotego i składał się z zupy z warzywami albo bardziej obfity, kosztujący 3.50 złotego i wówczas sprzedawany wraz z niewielkim kawałkiem mięsa (Archiwum Ringelbluma Dzienniki z getta warszawskiego, t. 23, Warszawa 2015, s. 70). Ten sam Lewin, pisząc o kuchniach zorganizowanych dla mieszkańców getta, dodawał, że „bardzo niewielki procent gospodyń gotuje obiady w domach jak za dawnych, dobrych czasów” (Archiwum Ringelbluma Dzienniki z getta warszawskiego, t. 23, Warszawa 2015, s. 70). Wśród dokumentów zgromadzonych przez współpracowników Emanuela Ringelbluma zachował się list z końca czerwca 1941 roku, kierowany do Icchaka Gitermana, w którym nadawca, Jakub Karo mieszkający wówczas przy ulicy Żelaznej, po pierwsze dziękuje za dotychczas udzieloną pomoc przekazaną pod postacią paczki żywnościowej, a po drugie zwraca się z prośbą o kolejną paczkę, ale także o udzielenie zgody na przyznanie zniżki na obiady w kuchni przy ulicy Leszno 14, z której to zniżki mogłaby skorzystać cała jego czteroosobowa rodzina (Archiwum Ringelbluma. Żydowska samopomoc społeczna, t. 27,Warszawa 2017, s. 552).

W lokalu kuchni przy Lesznie poza wydawaniem posiłków odbywały się różnorodne imprezy artystyczne, w tym koncerty (na przykład w pierwszych dniach kwietnia 1942 roku odbył się tu wieczór znanej pieśniarki Chany Braz, której towarzyszyli inni znani artyści getta, między innymi Anna Osser, Helena Ostrowska czy Michał Znicz). W tym samym budynku, w lokalu zajmowanym przez Wydział Opałowy zorganizowano również turniej szachowy, z którego zyski miały zostać przeznaczone na rzecz akcji noszącej nazwę: „Pomoc Zimowa” (Gazeta Żydowska 1942, nr 18, s. 2.).

W gmachu przy ulicy Leszno 14 mieścił się również sklep rozdzielczy, gdzie – jak czytamy w zachowanych dokumentach – w październiku 1941 roku wydawano mieszkańcom getta: chleb, cukier, mąkę żytnią, kaszę owsianą i jęczmienną, mąkę pszenną, smalec i bekony (Gazeta Żydowska 1942, nr 18, s. 708.). W styczniu 1942 roku na czele sklepu stał nieznany z imienia Zyskind, o czym informowała na swoich łamach Gazeta Żydowska (Gazeta Żydowska 1942, nr 6, s. 4.).

W domu tym, częściowo zajmowanym przez żydowskich kolaborantów: Moryca Kohna i Zeliga Hellera, mieścił się również założony przez nich dom towarowy. To właśnie to przedsiębiorstwo miało – jak pisał Abraham Lewin – koncesję na przywóz ryb do getta (Archiwum Ringelbluma. Dzienniki z getta warszawskiego, t. 23, Warszawa 2015, s. 225.). Przed tym właśnie gmachem miała się podobno rozegrać następująca scena: „Policjant zatrzymał chłopca, który wyrwał [komuś] chleb. Policjant rozwrzeszczał się i zaczął bić chłopca. Zbliżył się do niego jakiś człowiek i zaczął na niego krzyczeć. Zaraz przyszedł oficer policji i zabrał się za tego, który interweniował. Ten długo nie myślał i wymierzył policjantowi policzek. Na pytanie, kim on jest, ze wszystkich stron padła odpowiedź: «To przecież Kohn»” (Archiwum Ringelbluma. Dzienniki z getta warszawskiego, t. 23, Warszawa 2015, s. 226.).

Nie każdy miał jednak możliwość, by korzystać z protekcji Kohna. Abraham Lewin w swoim dzienniku przywołał inne wydarzenie, które także miało miejsce na Lesznie 14. Pisał: „Głód i bieda w Warszawie pożerają wszystkich. Ulice nadal pełne są nieprzytomnych, spuchniętych. Miasto Żydów umiera i nie ma nikogo, kto by się tym martwił. Byłem na Lesznie 14 na dziedzińcu. Przy pojemnikach stoi młody chłopak, osiemnastoletni i wyjada ze śmieci. Trwa to dłuższy czas. Po dwóch godzinach znowu byłem na dziedzińcu, a chłopak nadal nie może oderwać się od śmieci” (Archiwum Ringelbluma. Dzienniki z getta warszawskiego, t. 23, Warszawa 2015, s. 225.). Głód był silniejszy niż obrzydzenie.

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian

Zdj. Leszno 14, 1940 r., Referat Gabarytów, Archiwum Państwowe w Warszawie




Seminarium wyjazdowe dla nauczycieli

Seminarium wyjazdowe dla nauczycieli

Muzeum Getta Warszawskiego zaprasza nauczycieli i edukatorów na bezpłatne seminarium wyjazdowe do Chełmna nad Nerem i Łodzi w dniach 21-22 marca 2020 roku

17 lutego 2020

Niemiecki Obóz Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem został uruchomiony w grudniu 1941 roku, by w sposób natychmiastowy dokonywać w nim zagłady Żydów w Kraju Warty. Niemcy dokonywali eksterminacji w ciężarówkach-komorach gazowych, używając do tego gazu spalinowego. Ciała grzebano w Lesie Rzuchowskim. Zwłoki palono również w polowych krematoriach. W obozie mordowano Żydów z okolicznych gett oraz getta łódzkiego, Żydów niemieckich, czeskich i austriackich, a także łódzkich Romów.

Program seminarium

Sobota 21 marca

8.15 – zbiórka na Placu Bankowym przy pomniku Juliusza Słowackiego

8.30 – 12.00 przejazd do Chełmna

12.00 – 15.00 wizyta w Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem

15.15 – 16.15 obiad

16.15 – 18.00 przejazd do Łodzi

ok. 18.00 – zakwaterowanie w hotelu

20.00 – kolacja

Niedziela 22 marca

8.00 – śniadanie

9.00 – 15.00 – wycieczka „Śladami łódzkiego getta” z przewodnikiem oraz wizyta w Centrum Dialogu im. Marka Edelmana i Parku Ocalałych, zwiedzanie Cmentarza Żydowskiego, w przerwie ok. 12.00 lunch

15.15 – 16.15 – obiad

ok. 18.30 – 19.00 – powrót do Warszawy

Zgłoszenia prosimy nadsyłać do 15 marca na adres wmlynarczyk@1943.pl

Seminarium jest bezpłatne.

Anna Kilian

Zdj. pomnik na terenie byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof (domena publiczna)