Smak gettowego życia 5

Smak gettowego życia. Kuchnia dziecięca – Leszno 11

Zapraszamy do lektury kolejnego felietonu Agnieszki Witkowskiej-Krych z cyklu zatytułowanego „Z życia w getcie”, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni dedykowanych dzieciom i niemowlętom, Transferstelle.

9 kwietnia 2019

Autorka opowiada o gmachach Sądów, będących punktem przerzutowym dla szmuglujących żywność, zabiegach Janusza Korczaka o pomoc dla Głównego Domu Schronienia, tzw. komitetach domowych, o ludziach i instytucjach, które musiały zmierzyć się z zadaniem niemal niewykonalnym: wykarmienia i uchronienia od śmierci głodowej. Felietony publikujemy na naszej stronie internetowej co tydzień. Zapraszamy do tej niełatwej, opartej na różnorodnej i solidnej bazie źródłowej, lektury.

Urodzony w Warszawie Bogdan (Dawid) Wojdowski, który jako nastolatek trafił do warszawskiego getta, w przejmującej, opartej na faktach i własnych przeżyciach powieści „Chleb rzucony umarłym” kreśli obraz głodu towarzyszący mieszkańcom dzielnicy zamkniętej: „Pierwsze dni głodu najgorsze, potem już można wytrzymać. Najpierw przychodzi znużenie, ciążą ręce i nogi, każde słowo urasta do bolesnego zgiełku w uszach. Barwy nie cieszą oczu, a światło je rani. (…) Ciągle pić się chce, schną spękane usta. Szczęki zaciskają się same i odzywa się ból za uszami na widok cynowej łyżki porzuconej na stole. Wtedy zaczynają się myśli o jedzeniu, straszne, wyczerpujące rojenia. Żołądek pracuje jak syfon. Wystarczy mu myśl o kawałku brukwi i już zęby rozdzierają z chrzęstem włóknistą miazgę, a sok słabo przypominający czarną rzepę, łagodniejszy w smaku i słodkawy, spływa do gardła i zwilża spuchnięty język, zostawiając w ustach cierpki osad. (…) Od brukwi myśl się odrywa i buja wysoko. — Kiedy przywiozą ten chleb?” (1971, s. 24-25).

Prof. Konrad Zieliński, kierownik działu naukowo-badawczego Muzeum Getta Warszawskiego

Kuchnia dziecięca – Leszno 11

Pamiętając o doraźnie zorganizowanych punktach dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców getta warszawskiego, warto również podkreślić istnienie kuchni dedykowanych w szczególności dzieciom. Te ostatnie placówki miały bowiem, poza swoim podstawowym zadaniem, jakim było dokarmianie najmłodszych, spełniać jeszcze dodatkowe funkcje opiekuńczo-wychowawcze, w tym także stricte edukacyjne. W kuchniach dziecięcych działających w stołecznej dzielnicy zamkniętej prowadzono, z oczywistych względów nieregularną i nie zawsze zgodną z przedwojennym programem, akcję nauczania, czy też douczania podopiecznych. Dzieci żydowskie, pozbawione dostępu do systematycznej edukacji szkolnej, w kuchniach ludowych miały szansę na to, by choć przez kilka godzin w ciągu dnia uczestniczyć w ogólnorozwojowych zajęciach zorganizowanych specjalnie dla nich.

W projekcie Janiny Neudingowej, przedwojennej psycholożki, pracowniczki Centosu (czyli Centrali Związku Towarzystw Opieki nad Sierotami i Dziećmi Opuszczonymi), dotyczącym dziecięcych kuchni ludowych, czytamy między innymi, że towarzyszące wydawaniu posiłków zajęcia edukacyjne powinny być zorganizowane jak najbardziej efektywnie. Poza kwestiami czysto higienicznymi proponowała ona, by dzieci korzystające z poszczególnych placówek podzielić na mniejsze grupy wychowawcze tak, by maksymalnie usprawnić pracę, wyznaczając poszczególnym grupom konkretne godziny konsumpcji i nauki. Co więcej sugerowała, by „kuchenni wychowawcy” dbali o to, by konkretne grupy dzieci stanowiły zwartą całość i były włączane do prac w kuchni. Pisała również, iż poza nauką i sprzątaniem w programie zajęć powinny być przewidziane krótkie pogadanki na aktualne tematy (ze szczególnym uwzględnieniem spraw związanym ze zdrowiem), czytanie ustępów z książek, przystosowanych do wieku i poziomu uczestników grupy, występy dzieci uzdolnionych w kierunku dramatycznym oraz – niejako dodatkowo – występy dorosłych artystów (Archiwum Ringelbluma. Kolekcja Hersza Wassera, t. 14, Warszawa 2014, s, 190).

Neudingowa proponowała też, by lokale kuchni dziecięcych, niezagospodarowane poza czasem wydawania posiłków, zamieniać popołudniami w świetlice. Uważała bowiem, że: „Bezwarunkowo każdy konsument kuchni dziecięcej musi stać się wychowankiem kuchni w tym sensie, że uczestniczy w jednej z grup wychowawczych. Oprócz tego, niektórzy konsumenci kuchni, w pierwszym rzędzie analfabeci, będą mogli uczęszczać na świetlicę, w której otrzymają systematyczne nauczanie” (Archiwum Ringelbluma. Kolekcja Hersza Wassera, t. 14, Warszawa 2014, s, 190). Zakładała, że: „przy dobrej organizacji praca wychowawcza w czasie wydawania posiłków mogłaby objąć około dwudziestu tysięcy dzieci, świetlica około pięciu tysięcy dzieci” (Archiwum Ringelbluma. Kolekcja Hersza Wassera, t. 14, Warszawa 2014, s, 190). Niestety, nie napisała, w jakim okresie miałoby się to dokonać, a trudno wszakże wyobrazić sobie, żeby w jednej tylko placówce na raz mogło znaleźć się kilka tysięcy podopiecznych. Ponadto, nie jest też możliwe, żeby była tu mowa o wszystkich dzieciach korzystających z kuchni i świetlic getta. Tych było bowiem zdecydowanie więcej.

Szczególnym typem kuchni przeznaczonych dla najmłodszych mieszkańców getta były kuchnie dla niemowląt. Jedną z nich była kuchnia przy ulicy Leszno 11, mogąca poszczycić się dłuższym, bo jeszcze przedwojennym rodowodem, kiedy to funkcjonowała jako Stacja Opieki nad Matką i Dzieckiem, działająca wówczas pod auspicjami Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Po wybuchu wojny nie zaprzestała swojej aktywności, a tuż przed utworzeniem getta obsługiwała dziennie około czterystu osób (Archiwum Ringelbluma. Żydowska Samopomoc Społeczna, t. 27, Warszawa 2017, s. 275). W sprawozdaniu z listopada 1940 roku czytamy, że pod opieką wszystkich stacji dla najmłodszych było prawie sześćset dzieci, którym udzielało się porad lekarskich i pielęgniarskich, wydawało lekarstwa i produkty żywnościowe, a w tym mleko i mieszanki lecznicze. Ta znajdująca się przy ulicy Leszno 11, nosząca numer porządkowy 155, pod koniec grudnia 1941 roku miała pod swoją opieką prawie trzysta pięćdziesięcioro gettowych niemowląt.

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian