Styczniowa samoobrona 1943

Styczniowa samoobrona 1943

Getto warszawskie, od chwili utworzenia przez niemieckie władze okupacyjne 2 października 1940r., zamknięte i odizolowane od reszty miasta 16 listopada 1940r., funkcjonowało jako tzw. „dzielnica żydowska”. Latem 1942r. Niemcy przystąpili do pierwszego etapu jego likwidacji (tzw. Wielka Akcja realizowana w ramach Akcji Reinhardt). Działania poprzedziły terror i propaganda, służące nakłonieniu mieszkańców getta do dobrowolnego „przesiedlenia na wschód”. W praktyce w okresie od 22 lipca do 21 września 1942r. celem było uśmiercenie jak największej liczby warszawskich Żydów w obozie zagłady w Treblince. Aktywni wówczas gettowi działacze – opozycyjni wobec Judenratu społecznicy i członkowie ugrupowań politycznych – w przeważającej większości odrzucali myśl o zbrojnym oporze, nie chcąc dopuścić do unicestwienia pozostałej przy życiu ludności. Przewagę miały wówczas strach, świadomość własnej słabości wobec zbrodniczej machiny niemieckiej i brak wiary w sens podejmowania walki. Wraz z postępującym procesem kurczenia się żydowskiego skupiska w Warszawie do tych, którzy przeżyli coraz częściej docierały informacje o postępującej Zagładzie. Śmierć – w getcie, w drodze do i w Treblince – poniosło prawie 270 tys., akcję przetrwało i pozostało w „dzielnicy zamkniętej” ok. 65 – 70 tys. Żydów, spośród nich zaś nieliczni – być może połowa – otrzymywali „numerek na życie”: opieczętowany i podpisany żółty kwitek zezwalający na tymczasowy pobyt w „getcie szczątkowym”, i zobowiązujący do pracy w szopach (samowystarczalne niemieckie przedsiębiorstwa, zamknięte enklawy na terenie getta). Pozostali, tzw. „dzicy” Żydzi, skazani zostali na egzystencję w ukryciu.

We wrześniu 1942r., gdy końca dobiegał pierwszy etap likwidacji getta, u wielu z tych nielicznych, którzy ocaleli, zaszło przewartościowanie dotychczasowych poglądów. W parze z tym szło poczucie winy za bierną postawę w okresie przymusowego „przesiedlania”. Jego wyrazem były słowa gettowego kronikarza Emanuela Ringelbluma, który pod koniec 1942r. napisał: „Gdyby mężczyźni, kobiety i dzieci, młodzi i starzy ruszyli do pospolitego ruszenia, nie byłoby 350 tys. zamordowanych w Treblince, a byłoby tylko 50 tys. zastrzelonych na ulicach stolicy”. W zdecydowanej większości – „zewidencjonowani” jak i „nielegalni” – byli to ludzie młodzi, przedwcześnie dojrzali, świadomi losu jaki spotkał ich bliskich, przyjaciół i obcych, i jaki wkrótce może spotkać ich samych. W takim środowisku, w tak ekstremalnych warunkach świadomi, że nie mają już nic do stracenia, zadecydowali stawiać opór, a dotychczasową bezsilność przekuć w poświęcenie.

Przedstawiciel ŻOB, Izrael Wilner, tak to ujął: „My nie chcemy ratować swojego życia. Żaden z nas żywy nie wyjdzie. My chcemy ratować ludzką godność”. Oni właśnie – członkowie lewicowych i syjonistycznych ugrupowań młodzieżowych – pod koniec lipca 1942r. stworzyli ruch oporu: Żydowską Organizację Bojową. Na przełomie 1942/1943r. prawicowi syjoniści stworzyli Żydowski Związek Wojskowy. Głównym celem podziemnych organizacji żydowskich była samoobrona, obiektywnym problemem – brak uzbrojenia, atutem zaś – determinacja. Nawiązano współpracę z polskim podziemiem. Po stronie „aryjskiej” na miarę możliwości i środków finansowych kupowano broń, w getcie produkowano granaty i miny, żarówki z prochem i „koktajle Mołotowa”.

Poza przygotowaniami do samoobrony ŻOB na styczeń 1943r. zaplanował przeprowadzić akcję protestacyjną pod hasłem: „Cześć poległym – w pierwsze półrocze zagłady 22 VII 1942 – 22 I 1943”. Jej przebieg przewidywano w godzinach popołudniowych. Ogrodzenie Placu Muranowskiego planowano udekorować wieńcami i transparentami. Pośrednio takie działania miały być świadectwem zmian, jakie zaszły w przeciągu kilku miesięcy w żydowskim środowisku: grupy bojowe ŻOB miały zademonstrować swoją zdolność w działaniu – zgodnie z rozkazem dowództwa użyć siły wobec funkcjonariuszy żydowskiej Służby Porządkowej. Bojowcy z ŻOB nie zdołali jednak zrealizować planów. Wyprzedzili ich Niemcy z zamiarem realizacji drugiego etapu likwidacji getta: deportacją do Treblinki w przeciągu kilku najbliższych dni 16 tys. Żydów.

Do konfrontacji jakże nierównych sił doszło w godzinach porannych w poniedziałek, 18 stycznia 1943r. Dla gettowej konspiracji było to całkowite zaskoczenie. Ujawniły się brak łączności, a przez to niezdolność do przeprowadzenia jakiejkolwiek skoordynowanej akcji przeciwko Niemcom. Zarządcy szopów otrzymali polecenie skierowania na Umschlagplatz wszystkich robotników. Efekty były nikłe, więc Niemcy (przy wsparciu oddziałów ukraińskich i litewskich) wszczęli łapanki. Straciły wartość „numerki na życie”. Liczyła się liczba bezimiennych ludzi wyznaczonych do uśmiercenia. Lecz nawet ofiary „polowań” stawiały – choćby symboliczny bo bierny – opór. Jak członkowie Bundu, którzy doprowadzeni na Umschlagplatz, za odmowę wejścia do bydlęcych wagonów, zostali uśmierceni. Wielu jednak zdecydowało się stawić czynny opór – zgodny z treścią ulotki ŻOB, która znalazła się w obiegu 18 stycznia. Brzmiała: „Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się! Weźcie topór, łom, nóż do ręki, zabarykadujcie wasze domy! Niech was tak zdobywają! W walce macie możliwość ratunku… Walczcie…”. Wielu młodych Żydów potraktowało te słowa dosłownie. Bo inaczej nie chcieli. Jak Jasza Grynsztejn, która z nożem w dłoniach rzuciła się na SS-mana i zginęła. Jak Mordechaj Anielewicz, który z grupą bojowców ruszył, by odbić grupę ludzi prowadzonych na Umschlagplatz. Większość bojowców poległa. Za to kilkudziesięciu skazanym udało się uciec. M.Anielewicz ocalał…

Nade wszystko jednak szczególną wartość miał fakt, iż Żydom działającym w ramach ŻOB i ŻZW udało się przekroczyć granicę strachu. Jeden z nich, Danny Falkner, powiedział: „Czułem euforię po pierwszych żydowskich strzałach, przekonaliśmy się, że Niemcy nie są odporni na przemoc”. Cywia Lubetkin zaś odnotowała: „Niemcy (…) stracili panowanie nad sytuacją. Słyszeliśmy ich krzyki: »Żydzi do nas strzelają!«”. Bo był to inny typ walki – partyzantka miejska: niewielkie, słabo uzbrojone oddziały wykorzystywały warunki panujące w getcie. Żydzi rzadko decydowali się na konfrontację sił na ulicach, bronili budynków, podejmowali wroga w szopach, podpalali niemieckie magazyny, karali podejrzanych o zdradę. „Potyczki” osłabły 20 stycznia. Oddziały niemieckie nie wkraczały już do budynków ani szopów. Działania ograniczały właściwie do łapanek. Dwa dni później zostały wycofane z getta.

Samoobrona opóźniła likwidację warszawskiego getta, a ocalonym Żydom dała czas na budowę zdolności bojowej. Odezwa ŻOB z 27 stycznia podkreślała, że walka stanowi jedyną alternatywę: „Nadzieja ucieczki jest mała, dlatego działajmy na miejscu. Każdy dom winien być twierdzą”. Zaczęto budować bunkry, ukryte przejścia między budynkami i tunele prowadzące na stronę „aryjską”. Gromadzono zapasy żywności. Powstawało ukryte, podziemne miasto. „Doświadczenia styczniowe” zmusiły żydowski ruch oporu do odbudowy szeregów, skoncentrowania i skoszarowania bojowców w kibucach, w strategicznych miejscach, zachowania czujności i gotowości do natychmiastowej kontrakcji w przypadku zagrożenia. Co ważniejsze jednak, Żydzi przestali czuć się bezsilnymi ofiarami. Zmieniła się ich rola: „Dzisiaj jest już inaczej – powiedział Hersz Berliński – Teraz Niemcy muszą zdobywać getto”. Być może gdyby nie styczniowy zryw, nie doszłoby do kwietniowego powstania w warszawskim getcie.

18 stycznia 1943r. ŻOB liczył kilkaset osób, tworzących ok. 50 grup bojowych. Do 22 stycznia grup przetrwało pięć. W getcie – na ulicach, w budynkach, na strychach i w piwnicach, w szpitalu, w szopach i na Umschlagplatz – śmierć poniosło prawie 1200 Żydów. Ok. 5 tys. zostało deportowanych do Treblinki. Niemców zginęło dwunastu, kilkudziesięciu zostało rannych: życie Niemca było drogie, bohaterstwo Żydów bezcenne…

dr Paweł Wieczorek

GALERIA




Chanuka w Gettcie Warszawskim

Chanuka w Gettcie Warszawskim

Można wskazać na wiele analogii pomiędzy zwycięstwem Żydów nad oddziałami greckimi w 167 r. n.e., którą to historię upamiętnia żydowskie święto Chanuki, a losem mieszkańców gett pod okupacją niemiecką, przy czym kres owych doświadczeń był zgoła inny.

Cud chanukowy wydarzył się w czasach, kiedy ziemia Izraela pozostawała pod grecką okupacją. Ówczesne władze z całą bezwzględnością zakazały żydowskich praktyk religijnych, takich jak przestrzeganie dnia szabatu czy studiowanie Tory. Odtąd wierni zasadom religii żydowskiej byli prześladowani. Miejsce święte, jakim była ówczesna świątynia jerozolimska zbezczeszczono, m.in. wprowadzając tam kult pogańskiego bóstwa. W reakcji wybuchło zbrojne powstanie, a bojownicy żydowscy zdołali – wbrew wszelkim oczekiwaniom – pokonać przeważające siły greckie. Kiedy wznawiano służbę w świątyni, znaleziono tam tylko jedno naczynie z oliwą przeznaczoną do utrzymywania ognia na głównym świeczniku – menorze, w ilości niewystarczającej do zapewnienia wymaganej ciągłości w sprawowaniu służby świątynnej. Według źródeł talmudycznych miał wydarzył się wówczas cud – oliwa ta podtrzymywała płomienie menory przez osiem dni, do momentu, kiedy uzyskano nowy zapas tego paliwa. Na pamiątkę tych wydarzeń, podczas święta Chanuki Żydzi zapalają świece dzień w dzień, przez osiem dni.
Kiedy Polska znalazła się pod okupacją niemiecką, a ludność żydowską zamknięto w gettach pozbawiając ją prawa do manifestowania swoich tradycji religijnych, wielu Żydów czerpało nadzieję z symboliki świąt Chanuki, a uczestnictwo w obrzędzie zapalania świec było wyrazem ich nieposłuszeństwa obywatelskiego.

Dziennik Chaima Kaplana z dnia 26 grudnia 1940 r., opisuje podobne wydarzenie (Scroll of Agony: The Warsaw Ghetto Diary of Chaim A. Kaplan, przekład na jęz. ang. Abrahama I. Katsha, 1965): „Chanuka w getcie. Nigdy wcześniej w żydowskiej Warszawie nie widziano tylu chanukowych przyjęć, co w tym „roku muru”. Ze względu na wiszący nad naszymi głowami miecz, nie odbywają się one jednak pośród świętujących tłumów, demonstrujących swą radość w miejscach publicznych.

Polscy Żydzi są uparci: wróg tworzy zarządzenia, ale oni ich nie przestrzegają. Oto tajemnica naszego przetrwania. Zachowywaliśmy się w ten sam sposób jeszcze zanim uwięziono nas w murach getta, kiedy przeklęci naziści panoszyli się na naszych ulicach śledząc każdy nasz ruch. Od czasu utworzenia getta doświadczamy swoistego wytchnienia od jawnych i skrytych szpiegów, dlatego też chanukowe przyjęcia odbywają się niemal na każdym podwórzu, nawet w pokojach wychodzących na ulicę – przy zaciągniętych zasłonach, i tyle.

Uczestnictwo w tegorocznym święcie Chanuki było bardzo wysokie. Spacerując prawie zapomnieliśmy, że wolno nam dojść tylko do rogu Nalewki i Świętojerskiej. Dr Lajfuner wygłosił przemówienie tryskające dowcipem, wszyscy uśmialiśmy się serdecznie. Jego wystąpienie zawierało pewną wartą podkreślenia prawdę: ‘We wszystkich krajach, w których chcą nas pogrzebać żywcem, pociągamy grabarzy z sobą’. Popatrzmy na carską Rosję, Polskę czy Rumunię. Nazistowskie Niemcy czeka ten sam los – i to za naszych dni.”

Można przyjąć, że symbolika żydowskiego powstania przeciw przeważającym siłom greckim była także inspiracją dla niektórych bojowników powstania w getcie warszawskim, podobnie jak ich własne poświęcenie inspiruje wciąż kolejne pokolenia.

David Berman




Zamknięcie granic Getta

Zamknięcie granic Getta

16 listopada 1940 roku, na mocy zarządzenia z dnia 2 października 1940 roku, wydanego przez gubernatora dystryktu warszawskiego, Ludwiga Fischera, zamknięto „żydowską dzielnicę mieszkaniową”. Przy wylotach do getta ustawiono niemieckie posterunki policyjne. Wprowadzono przepustki w ruchu pomiędzy gettem a tzw. stroną aryjską.

Żydowska Warszawa została otoczona murem. Społeczność warszawskich Żydów, pełna kontrastów, ale i barwnego, dynamicznego życia, została odseparowana od reszty Warszawy. Powstała ogromna enklawa, jakby miasto w mieście, które miało być bezwzględnie wykorzystywane ekonomicznie i doszczętnie ograbione. Grabież mienia żydowskiego była systemowa i trwała od pierwszych dni okupacji. Tylko w ciągu kilku tygodni przed zamknięciem getta przesiedlono w jego granice 138 000 Żydów a wysiedlono 113 000 Polaków. Ta operacja wiązała się z dalszym rabunkiem: skonfiskowano ok. 4000 sklepów i ok. 600 zakładów żydowskich po stronie aryjskiej. Ich przesiedleni właściciele nigdy nie odzyskali już swej własności.

listopad 1940, ul. Leszno róg Żelaznej / dziś, Al. Solidarności róg Żelaznej

Mur wokół getta zaczęto wznosić już od kwietnia. „Mur dzielił ludzi i po to był postawiony; nie umiem tego krócej wyrazić” – napisał Bogdan Wojdowski we wstępie do powieści „Chleb rzucony umarłym”. Do sierpnia 1940 roku powstało już 47 odcinków muru o trzymetrowej wysokości, zwieńczonego drutem kolczastym. Granice getta biegły także między posesjami – wyznaczały je ściany budynków. Jesienią niektóre odcinki muru zostały wybudowane wzdłuż i w poprzek ulic.
Granice zamkniętej dzielnicy żydowskiej, choć pilnowane przez niemieckich żandarmów i oddział policji granatowej po stronie zewnętrznej, a od środka przez Służbę Porządkową, nazywaną potocznie policją żydowską, nigdy nie były szczelne. Szmugiel towarów na dużą skalę odbywał się przez kilkanaście bram do getta, dzięki przekupywaniu żandarmów i pozostałych służb, na mniejszą skalę przez tzw. mety, usytuowane w wielu punktach miasta: na posesjach granicznych, gdzie znajdowały się zamaskowane otwory w ścianach i podkopy. Szmuglowano także, przerzucając towary w workach przez mur.
Na 307 hektarach Niemcy stłoczyli około 400 tysięcy ludzi. Dzienniki i relacje z getta, a nawet niektóre fragmenty niemieckich filmów propagandowych, pokazują olbrzymie zagęszczenie w „żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej”. Granice getta, które dzięki skrupulatnym pracom historyków są dziś dokładnie ustalone, zmieniały się wraz z postępami polityki eksterminacyjnej, najbardziej po pierwszej akcji likwidacyjnej z lata 1942 roku.
Dzień 16 listopada i wznoszenie muru tak zapisały się w literackiej pamięci Bogdana Wojdowskiego: „I pewnego dnia w oczach ludzi z tej i z tamtej strony zaczęli murarze murować mur na Żelaznej i Siennej, i Wielkiej, i przez Bagno, i Próżną, i Grzybów, i Graniczną, i Plac Żelaznej Bramy do Hal, zamykając tak dzielnicę południową. I to było małe getto. A dalej mur ciągnął się Chłodną do Ptasiej, Przechodnią do Długiej, Mylną do Przejazdu, Świętojerską do Ciasnej, Koźlą na Przebieg, przez Pokorną, Stawki, Dziką i Okopy, zamykając dzielnicę północną. Tam było duże getto. A w poprzek ulicy Chłodnej w pobliżu kościoła Św. Karola stanął most drewniany i połączył obydwie odcięte linią tramwaju dzielnice.
– Zaczęło się Żydzi – wołał Mordechaj Sukiennik w chmurze pyłu, wymachując ramionami.”
Emanuel Ringelblum napisał: „„[…] Ludność nie wiedziała jeszcze, że getto zostanie zamknięte, dlatego wiadomość ta spadła jak grom. Na wszystkich skrzyżowaniach stały posterunki niemieckich, polskich i żydowskich policjantów, którzy kontrolowali, kto ma prawo przejść. Okazało się, że hale targowe są zamknięte dla kobiet żydowskich. Od razu zabrakło chleba i innych produktów. Od owego czasu szaleję prawdziwa orgia drożyzny”.
Chaim Kaplan zanotował w swoim „Dzienniku z getta warszawskiego”: „Wkroczyliśmy w nowy etap życia, trudno sobie wyobrazić panikę, jaka w związku z tym powstała w dzielnicy żydowskiej. Zobaczyliśmy nagle, jak nas stłoczono i zamknięto ze wszystkich stron. Jesteśmy wyłączeni i odseparowani od świata, wygnani ze społeczności ludzkiej.”




Muzeum Getta Warszawskiego oficjalnie w Szpitalu Bersohnów i Baumanów

Muzeum Getta Warszawskiego oficjalnie w Szpitalu Bersohnów i Baumanów

Marszałek Województwa Mazowieckiego i dyrektor Muzeum Getta Warszawy podpisali umowę dzierżawy dawnego budynku szpitalnego przy ul. Siennej 60. Otwarcie wystawy stałej zaplanowano na 2023 rok.

–  Dziś otwieramy nowy rozdział w historii tego miejsca. Miejsca bardzo ważnego zarówno dla Narodu Żydowskiego, jak i Warszawy. Ten ufundowany przez dwie żydowskie rodziny szpital przez lata był wsparciem dla mieszkańców stolicy. Pracował w nim m.in. Janusz Korczak. Szpital był także świadkiem tragicznych wydarzeń w getcie warszawskim. Jestem przekonany, że utworzenie właśnie w tym miejscu Muzeum Getta Warszawskiego to godne zwieńczenie historii tego miejsca  – podkreśla marszałek Adam Struzik.

– Dla Muzeum Getta Warszawskiego, które zostało powołane siedem miesięcy temu przez Premiera i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podpisanie umowy dzierżawy budynku dawnego Szpitala Bersohnów i Baumanów to kluczowa decyzja. Od marca stworzyliśmy struktury i zarys działania nowej instytucji, zebraliśmy zespół i rozpoczęliśmy pracę nad programem oraz stałą wystawą. Od dziś możemy także, zgodnie z harmonogramem, rozpocząć przygotowania naszej siedziby na przyjęcie zwiedzających w 2023 roku – powiedział Albert Stankowski, dyrektor Muzeum Getta Warszawskiego.

 

Foto: Maja Nowak

Muzeum Getta Warszawskiego zostało powołane w marcu 2018 roku. Od tego momentu przedstawiciele samorządu, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Muzeum Getta Warszawskiego prowadzili rozmowy dotyczące dzierżawy dawnego Szpitala Dziecięcego im. Bersohnów i Baumanów w Warszawie na siedzibę tej instytucji. 15 października Zarząd Województwa Mazowieckiego podjął uchwałę w sprawie wyrażenia zgody na zawarcie umowy dzierżawy. W efekcie samorząd województwa wydzierżawi muzeum budynek na 30 lat. Co bardzo ważne, ma on być wykorzystywany do celów statutowych tej instytucji, w szczególności prowadzenia działalności kulturalnej.

– Mazel Tow – robimy to razem – to ważna sprawa – podsumował Naczelny Rabin Polski Michel Schudrich.

 

W uroczystości oprócz władz samorządowych i zespołu Muzeum wzięli udział: Naczelny Rabin Polski – Michael Schudrich, Szalom Ben Stambler rabin Chabad-Lubawicz, Stowarsyzenia Żydowski Instytut Historyczny, Towarzystwa Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce , Stowarzyszenia Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej.

 

GALERIA




„Jesteśmy Razem” – dziewiąte spotkanie młodzieży z Polski i Izraela

„Jesteśmy Razem” – dziewiąte spotkanie młodzieży z Polski i Izraela

500 młodych ludzi z Izraela i Polski przyjechało do Kosowa Lackiego i Treblinki na spotkanie integracyjne. Projekt wojewody mazowieckiego i dwóch muzeów: Polin i Muzeum w Treblince zbliża dwa narody przez edukację historyczną.

– Niepodległość to sprawa fundamentalna dla każdego narodu na świecie.  – mówił minister Jarosław Selin. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego podkreślił, że rok 2018 w sposób szczególny bliski jest narodowi polskiemu świętującemu odzyskanie niepodległości, ale również narodowi izraelskiemu, który obchodzi 70 rocznicę utworzenia własnego państwa. Minister przypomniał, że Polska była jednym z pierwszych krajów, które uznały państwo izraelskie i nawiązały z nim stosunki dyplomatyczne.

Rocznice, które w tym roku świętują oba narody, były tematem panelu dyskusyjnego w Kosowie Lackim. Dyskusje dotyczyły historii stosunków               polsko-izraelskich, historii badań nad Zagładą, sposobów upamiętniania wspólnych dziejów Polaków i Żydów pochodzenia polskiego oraz  dalszych działań mających na celu utrzymanie dobrych stosunków polsko-izraelskich oraz zacieśnienie współpracy pomiędzy krajami.

Na terenie dawnej żwirowni, gdzie był obóz pracy złożono wieńce.

 

W Miejscu Pamięci uczestnicy uczcili ofiary minutą ciszy. Odegrane zostały hymny państwowe Izraela i Polski. Prze Pomnikiem Ofiar Obozu Zagłady w Treblince zapłonęło 6 symbolicznych zniczy.
Pierwszy transport deportowanych do niemieckiego, nazistowskiego Obozu Zagłady w Treblince przybył 23 lipca 1942 roku, przywiózł Żydów z getta warszawskiego. Od tego dnia docierały tu transporty ludzi z całej Polski a także z Czechosłowacji, Francji, Grecji, Jugosławii, ZSRR, Niemiec i Austrii. Trafiali tu również Romowie i Sinti z Polski i Niemiec. 2 sierpnia 1943 roku wybuchło w obozie zbrojne powstanie zorganizowane przez więźniów. Z 840 osób jedynie około 200 udało się wydostać z obozu. Połowa z nich mogła doczekać końca wojny. Po powstaniu obóz zaczęto likwidować. W listopadzie 1943 roku rozebrano obozowe zabudowania oraz instalacje. W ich miejscu posadzono las.

– W ciągu niewiele ponad roku zamordowano tu 900 tysięcy ludzi. To liczba przerastająca wyobraźnię, niemalże nie można uwierzyć, że w tym cichym zakątku codziennie mordowano niewinne dzieci i kobiety, starców i mężczyzn. Dlatego proponuję mówić nie o liczbach lecz o ludziach. – mówiła Tal-Ben Air Yaalon. Zastępca ambasador Izraela w Polsce przypomniała historię 6 letniej Idy i jej 24 letniej siostry Tamary, z rodziny Willenberg z Częstochowy, które zamordowano w Treblince. Ich brat Samuel dowiedział się o losach sióstr, kiedy jako więzień natknął się pomiędzy ubraniami zamordowanych na płaszczyk Idy uszyty dla niej z miłością przez ich matkę. Samuel był uczestnikiem Powstania w Treblince. Udało mu się zbiec. Mieszkał potem przez wiele lat w Izraelu. Był artystą, który poświęcił się upamiętnianiu ofiar Shoah. – Mamy podwójny obowiązek nie tylko pamiętać ale też wyciągać wnioski i działać aby taka potworność nigdy się nie powtórzyła – mówiła vice ambasador Izraela.

Wojewoda Mazowiecki przypomniał postać Henryka Goldshmita- Janusza Korczaka, i jego podopiecznych z sierocińca w getcie warszawskim, którzy zginęli w gazowej Treblinki.
– Niemcy chcieli udowodnić, że człowieka można zniszczyć, odebrać mu godność i zabić bezkarnie. A jednak nawet w tym przerażającym miejscu im się to do końca nie udało. Miał przecież miejsce w Treblince bunt więźniów. Walczyli samotnie, podobnie jak w Getcie Warszawskim i tą walką ocalili ludzką godność – powiedział Zdzisław Sipiera.

GALERIA




Siostrzeniec jednego z przywódców Powstania w Sobiborze gościem Muzeum Getta Warszawskiego.

Siostrzeniec jednego z przywódców Powstania w Sobiborze gościem Muzeum Getta Warszawskiego.

Prof. Nikolas Kittrie, siostrzeniec Leona Felhendlera, przyjechał do Polski na zaproszenie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Celem podróży był udział w uroczystościach upamiętniających 75 rocznicę buntu w niemieckim, nazistowskim obozie zagłady w Sobiborze.

Informacje o kwietniowym powstaniu 1943 roku w getcie warszawskim, które pokazało, że opór jest możliwy, były jednym z impulsów do buntu więźniów Sobiboru. Podczas uroczystości rocznicowych profesor Kittrie dobitnie i po trzykroć zaapelował aby nigdy więcej nie dopuścić do zbrodni na ludzkości, efektu eskalacji nienawiści.
Podczas spotkania w Warszawie, w rozmowie z dyrektorem Muzeum Getta Warszawskiego Albertem Stankowskim, profesor Kittrie wielokrotnie podkreślał, jak istotna dla zachowania pokoju na świecie jest równowaga pomiędzy mocarstwami i jak destrukcyjny jest wyścig zbrojeń. Jako profesor prawa karnego porównawczego poświęca tym zagadnieniom wiele publikacji a jako wykładowca akademicki ideą humanizmu dzieli się ze studentami na całym świeci.

W Warszawie profesor Kittrie odwiedził groby dwóch żydowskich przemysłowców – Leopolda Kronenberga i Jana Blocha, podając ich działania jako przykład postawy obywatelskiej XIX wieku. Historia dwóch żydowskich rodzin Bersohnów i Baumanów to kolejny przykład humanistycznej postawy żydowskich przemysłowców. W 1878 roku wspólnie ufundowali szpital dla dzieci wszystkich wyznań.
Po 140 latach o tego wydarzenia budynek będzie służył jako siedziba wystawy stałej Muzeum Getta Warszawskiego.

GALERIA




75 lat temu w Sobiborze doszło do buntu więźniów.

75 lat temu w Sobiborze doszło do buntu więźniów.

Na czele Powstania w niemieckim nazistowskim obozie zagłady stanęli Lejba Feldhendler i Aleksander Pieczerski. Spośród 550 osób udało się zbiec blisko trzystu więźniom. Dziś na terenie budowanego muzeum pamięci odbyły się uroczystości z udziałem przedstawicieli kilkunastu państw.

„Gromadzą się państwo w miejscu, które jest świadectwem straszliwych zbrodni a jednocześnie świadectwem dumnego oporu, heroicznej walki o wolność i godność. Tutaj gdzie stworzono piekło na ziemi, gdzie człowieczeństwo było odbierane i deptane, pokazało ono swoją wielką, niezłomną siłę ” – oddając hołd bohaterom napisał w liście prezydent RP Andrzej Duda.
Prezydent nadał pośmiertnie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski jednemu z organizatorów i przywódców Powstania więźniów w niemieckim, nazistowskim obozie zagłady w Sobiborze w 1943 roku.
Za męstwo i bohaterską postawę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski pośmiertnie odznaczony został Lejba Leon Felhendler.

„Nie przyszedłem tu aby pochować mojego wuja lecz by go wychwalać. Był liderem rebelii przeciw złu, módlmy się by kolejne pokolenia wyciągnęły lekcję z przeszłości.” – mówił profesor Nicolas Kittrie, siostrzeniec Lejby Felhendlera.

 

„Holokaust jest wyjątkową zbrodnią w dziejach ludzkości. Historia nie zna takiego precedensu jak pierwszy w historii człowieka mord zaplanowany systematycznie, przemysłowo, na chłodno, z zaangażowaniem całego aparatu nazistowskiego, niemieckiego państwa. Szacuje się, że w obozach zagłady założonych przez państwo niemieckie na terenie całej Polski funkcjonariusze III Rzeszy zamordowali około 3 milionów Żydów.” – podkreślił minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.
Informacje o kwietniowym powstaniu 1943 roku w getcie warszawskim pokazały, że opór jest możliwy. Jednocześnie wyselekcjonowani do sortowania rzeczy więźniowie, zorientowali się, że transporty do Sobiboru docierają coraz rzadziej. Zdali sobie sprawę, że ich dni są policzone. Na czele podziemnej grupy w obozie stanął syn rabina z Żółkiewki – Lejba Felhendler. 23 września z Mińska przybył transport jeńców Armii Czerwonej-Żydów, wśród których był starszy lejtnant Aleksander Pieczerski. Jeńcy przesądzili o wybuchu buntu.
Ambasador Rosji podczas uroczystości rocznicowych podkreślił, że dziś schylamy się przed wolą do życia i męstwem ludzi, więźniów tego obozu z różnych krajów, którzy skazani na nieuniknioną śmierć, postawieni w nieludzkie warunki, nie poddali się, nie pozwolili się złamać, znaleźli w sobie siłę żeby powstać przeciwko złu , walczyć i zwyciężyć.
W uroczystościach wzięli udział ambasadorowie i przedstawiciele Niemiec, Holandii, Słowacji, Czech, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy, Francji, Austrii.

 

Muzeum Getta Warszawskiego reprezentował dyrektor Albert Stankowski wraz z Iosephem Bialowitzem – synem Filipa Białowicza, jednego z uczestników buntu.
Po wybuchu powstania Niemcy zamordowali pozostałych więźniów i zrównali obóz z ziemią. W miejscu Zagłady posadzili las. Mimo prób zatarcia śladów dziś znamy prawdę. Teren należy do Państwowego Muzeum na Majdanku. Trwa budowa muzeum i miejsca pamięci zagłady – niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady. Ma zostać otwarte w 2020 r.

 

GALERIA




Kamień węgielny pod Muzeum Historii Polski wmurowany.

Kamień węgielny pod Muzeum Historii Polski wmurowany. Muzeum Getta Warszawskiego gratuluje.

Mapa muzeów warszawskich dopełnia się. Z udziałem władz państwowych, samorządowych, duchowieństwa i dyrektorów stołecznych placówek muzealnych odbyła się uroczystość wmurowania aktu erekcyjnego pod budowę siedziby stałej Muzeum Historii Polski na terenie Cytadel Warszawskiej.

Prezydent Andrzej Duda w uroczystym liście, przeczytanym przez podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Wojciecha Kolarskiego, napisał, że cytadela przez 80 lat napełniała grozą serca Polaków. Była symbolem zniewolenia i terroru. I dodał, że dopiero teraz stajemy przed szansą na to, by ta przestrzeń, niegdyś złowroga, a potem pomijana, zaczęła odgrywać ważną i pozytywną rolę w świadomości Polaków.

Premier Mateusz Morawiecki przypomniał, że to właśnie Polacy złożyli ogromną daninę krwi na wszystkich frontach II wojny światowej, tworząc „największe w historii świata państwo podziemne”, walcząc o „wolność, godność i człowieczeństwo”.
Wicepremier, minister kultury Piotr Gliński ocenił, że „nie ma narodu bez pamięci”. „Tę pamięć mądry naród pielęgnuje poprzez instytucje. Dziś przystępujemy tak naprawdę do budowy takiej właśnie instytucji, budowy pomnika naszej historii. Do realizacji największego i bezprecedensowego projektu w dziedzinie muzealnictwa w dziejach naszej ojczyzny i tym dziejom poświęconego”.

W tubie wmurowanej w fundamenty muzeum znajdują się monety i banknoty obiegowe, monety i banknoty okazjonalne Narodowego Banku Polskiego, egzemplarz czwartkowego wydania dziennika „Rzeczpospolita” oraz filmy i zdjęcia prezentujące aktualny stan budowy muzeum umieszczone na nośniku USB.
Kamień węgielny pobłogosławili duchowni rzymskokatoliccy, prawosławni, ewangeliccy, a także naczelny rabin Polski, Michael Schudrich.
Gmach MHP będzie mieścić się na terenie Cytadeli Warszawskiej, w przyszłym Parku Niepodległości. Znajduje się tam też istniejące już Muzeum X Pawilonu oraz Muzeum Katyńskie, a jednocześnie budowana jest tam też nowa siedziba Muzeum Wojska Polskiego.

GALERIA




Muzeum Getta Warszawskiego żegna Sonję Helenę Nissenbaum.

Muzeum Getta Warszawskiego żegna Sonję Helenę Nissenbaum.

Z najgłębszym żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Sonji Helene Nissenbaum – człowieka szlachetnego, dobrego, wielce zasłużonego dla ratowania świadectw i zabytków kultury żydowskiej w Polsce.

Sonja Helene Nissenbaum w latach 2002 – 2018 stała na czele Fundacji Rodziny Nissenbaumów. Stanowisko prezesa objęła po śmierci męża Sigmunda Szimona Nissenbauma. Kontynuacja tego dzieła stała się celem Jej życia.

Geneza Fundacji sięga czasów wojennych. Sigmund Szimon Nissenbaum urodził się w Warszawie, jako jedno z pięciorga dzieci Lejba i Genii. Jego rodzina prowadziła cegielnię i przedsiębiorstwa budowlane na warszawskiej Pradze, w Markach, Pustelniku i Rzadzyminie. Po wybuchu II Wojny Światowej zostali przesiedleni do getta warszawskiego.
Sigmund zajmował się transportem żywności do zamkniętej dzielnicy, później także przenosił materiały wybuchowe i broń. Po upadku powstania w getcie wraz z rodziną został przetransportowany do Treblinki. Tam zginęły jego matka i siostry. On z ojcem przetrwali, skierowani transportem do Majdanka przeszli następnie przez wiele kolejnych obozów koncentracyjnych i pracy.

Po zakończeniu wojny Sigmund Szimon Nissenbaum osiadł w Konstancji. Tam poznał i poślubił Sonję Helenę, z którą doczekali się trojga dzieci.
Do Polski przyjechali razem w 1983 roku. Poruszeni zniszczeniami i dewastacją cmentarzy żydowskich podjęli rodziną decyzję o ratowaniu tych miejsc. Założyli Fundację Rodziny Nissenbaumów.

Od 35 lat Fundacja ratuje świadectwa i zabytki kultury żydowskiej w Polsce. Dba zwłaszcza o odbudowę i ochronę cmentarzy żydowskich. Upamiętnia miejsca walki i męczeństwa Żydów w okresie II wojny światowej na terenach znajdujących się w granicach obecnego państwa polskiego. Upowszechnia w kraju i za granicą wiedzę o najlepszych tradycjach wspólnych dziejów Polaków i Żydów. Ożywia zainteresowania żydowska spuścizną duchową i materialną zarówno w światowej diasporze, jak i w społeczeństwie polskim. Fundacja inicjuje przyjazdy Żydów, głównie młodych, do Polski, kraju ich przodków, by zapoznali się z najliczniejszymi tu świadectwami Holokaustu. Wreszcie wspomaga budowanie wzajemnych kontaktów żydowsko-polskich, także gospodarczych.




Kolejni „Sprawiedliwi wśród narodów świata”

Kolejni „Sprawiedliwi wśród narodów świata”

Kazimiera Jasik oraz jej trzy córki w czasie okupacji, przez kilka tygodni, ukrywały w mieszkaniu na Placu Muranowskim w Warszawie dziesięcioletnią Larissę Sztorchan. Po przeszło 70 latach Ocalona spotkała się ze Sprawiedliwą.

W Żydowskim Instytucie Historycznym odbyła się ceremonia wręczenia medalu oraz dyplomu honorowego Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przyznawanego przez instytut Yad Vashem. Wzięły w niej udział Sprawiedliwa Janina Garbień oraz Ocalała Larissa Sztorchan (obecnie Larissa Cain) wraz z rodzinami, Ambasador Izraela Anna Azari oraz przedstawiciele Gminy Żydowskiej w Warszawie, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Getta Warszawskiego, Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, a także organizacji społecznych i kulturalnych

Matka Larissy zginęła we wrześniu 1942 r., w czasie wielkiej wywózki do Treblinki blisko 300 tys. przesiedlonych do getta warszawskiego. Ojciec z córką musieli się ukrywać. Dzięki pomocy brata matki dziewczynki, przedwojennego działacza partii komunistycznej, Mariana Tenenbauma, Larissę udało się wyprowadzić z getta. Przeszła przez mur w grudniu 1942 r. Na początku ukrywała się u polskiego małżeństwa, potem u innych rodzin. Marian Tenenbaum ulokował dziewczynkę na kilka tygodni w mieszkaniu matki swojego partyjnego kolegi Mieczysława Jasika. Kazimiera Jasik i jej trzy córki – Maria, Janina i Helena – zaopiekowały się dziewczynką od serca. Larissa nie opuszczała domu, gościom przedstawiana była jako chora kuzynka z Siedlec. Zaprzyjaźniony ksiądz Marceli Godlewski wyrobił dla niej metrykę na nazwisko Marysia Kozłowska.

„Najbardziej zaprzyjaźniłam się z najmłodszą z dziewcząt – Heleną. Traktowała mnie jak młodszą siostrę. Pamiętam, jak Helena się ze mną bawiła i szyła ubranka. Ukrywałam się w różnych miejscach, ale w żadnym innym nie spotkało mnie takie uczucie jak w rodzinie Jasików” – wspominała podczas uroczystości w ŻIH Larissa Cain.
„Niezwykłe jest to, że Sprawiedliwi są z reguły bardzo skromni i opisują swoje czyny jako coś normalnego” – powiedziała ambasador Izraela w Polsce Anna Azari i podkreśliła, że nie było to jednak czymś normalnym. „To było bohaterstwo. Bo to wyjątkowe ratować kogoś z narażeniem życia swojego i bliskich i robić to czasami dla kogoś, kogo nawet wcześniej się nie znało”- dodała Azari.
Tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przyznawany jest od 1963 r. przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie. Otrzymują go osoby, które w czasie II wojny światowej ratowały Żydów. Za ich ukrywanie tylko w okupowanej przez Niemców Polsce groziła kara śmierci. Do dziś tytuł ten – a co za tym idzie medal, dyplom i nazwisko wykute na murze w Yad Vashem – otrzymało 26,9 tys. osób z różnych krajów. Wśród nich jest 6,8 tys. Polaków.

GALERIA