„Jesteśmy jeszcze zdolni do tego, żeby podnieść głowę”

„Jesteśmy jeszcze zdolni do tego, żeby podnieść głowę”

76 lat temu garstka powstańców w getcie warszawskim pokazała Warszawie, Polsce i światu, jak walczy się o godność. Dziś obchodzimy rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim.
19 kwietnia 2019

Niemcy postanowili za wszelką cenę zlikwidować getto warszawskie. Dnia 19 kwietnia 1943 roku o godzinie 2 w nocy nadchodzą pierwsze meldunki od naszych wysuniętych czujek, że niemiecka żandarmeria i polska policja granatowa obstawiają w odstępach 25-metrowych zewnętrzne mury getta. Natychmiast zaalarmowano wszystkie grupy bojowe, które o godzinie 2 minut 15, to znaczy 15 minut później, zajęły swoje stanowiska bojowe. Zaalarmowana przez nas cała ludność cywilna udaje się natychmiast do przygotowanych schronów i schowków w piwnicach i na strychach. Getto jest wymarło – nigdzie żywej duszy, czuwa tylko ŻOB.” (Marek Edelman, „Getto walczy”)

Niecałe cztery godziny później zaczęło się powstanie – u zbiegu Zamenhofa i Gęsiej, Nalewek i Gęsiej oraz przy placu Muranowskim. Pierwsze w okupowanej Europie miejskie powstanie przeciwko Niemcom, zorganizowane przez Żydowską Organizację Bojową i Żydowski Związek Bojowy, trwało prawie cztery tygodnie.

Trzeba było, żeby ogół to zrozumiał. Trzeba było o tym wszystkim zbitym, zgnębionym ludziom powiedzieć, trzeba im było pokazać, że przecież mimo wszystko i wbrew wszystkiemu jesteśmy jeszcze zdolni do tego, żeby podnieść głowę.” (Marek Eedelman, „Getto walczy”)

Dzisiaj główne uroczystości rozpoczęły się dźwiękami syren alarmowych o godz. 12. Przed Pomnikiem Bohaterów Getta zgromadzili się przedstawiciele władz, reprezentanci społeczności żydowskich, zwykli warszawiacy i turyści. Przy dźwiękach werbli żołnierzy Garnizonu Warszawa składano wieńce. Chór Dziecięcy Miasta Łodzi zaśpiewał pieśń bojowników getta, którą zaczynają słowa: „Nie mów nigdy, że idziesz ostatnią drogą”. Naczelny rabin Polski, Michael Schudrich, odmówił kadisz.

Sprzed Pomnika Bohaterów Getta, gdzie trwa wystawa plenerowa Muzeum Getta Warszawskiego poświęcona autorowi monumentu, Natanowi Rapoportowi, Marsz Szlakiem Pamięci Powstańców wyruszył pod pierwszy Pomnik Bohaterów Getta-Właz projektu Leona Suzina, a potem pod: Pomnik Żegoty u zbiegu ulic Zamenhofa i Anielewicza, płytę upamiętniającą Szmula Zygielbojma (ul. Lewartowskiego), Bunkier Anielewicza (róg Miłej i Duboisa), tablicę upamiętniającą Pawła Frenkla (ul. Muranowska), kończąc pochód pod Murem-Pomnikiem Umschlagplatz (ul. Stawki).

Niezależne obchody zorganizowały różne organizacje społeczne, m.in. Antyfaszystowska Warszawa, Stowarzyszenie Rok Marka Edelmana, Studencki Komitet Antyfaszystowski, Wielokulturowe Liceum Humanistyczne im. Jacka Kuronia. Cały dzień trwa siódma już z kolei „Akcja Żonkile”, podczas której wolontariusze przypinają warszawiakom papierowe żółte żonkile, by uczcić pamięć powstańców i zamordowanej ludności cywilnej.

Anna Kilian

GALERIA




„Wyprostowani, nieugięci…” – wystawa Muzeum Getta Warszawskiego

„Wyprostowani, nieugięci…” – wystawa Muzeum Getta Warszawskiego

Ekspozycję plenerową plansz prezentujących sylwetkę i twórczość Natana Rapoporta można od dziś oglądać przy Pomniku Bohaterów Getta jego dłuta.

18 kwietnia 2019

Wystawa towarzyszy obchodom 76. rocznicy wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, organizowanym w tym roku wspólnie przez naszą instytucję oraz Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce.

Natan Rapoport ukończył studia w 1936 r. na warszawskiej ASP. W tym samym roku otrzymał główną nagrodę główną w ogólnopolskim konkursie „Sport w sztuce” za „Tenisistkę”. Drugą wojnę światową przeżył w ZSRR, m.in. w nowosybirskim łagrze. Pomnik Bohaterów Getta jego projektu został odsłonięty 19 kwietnia 1948 r. Osiadł na stałe w Nowym Jorku w 1959 r. Do najbardziej znanych prac artysty należą: pomnik Mordechaja Anielewicza (1951) w kibucu Jad Mordechai, Zwój ognia (1971) w Lesie Męczenników koło Jerozolimy, pomnik Sześciu Milionów Ofiar Nazizmu (1964) w Filadelfii, Korczak’s Last Walk na fasadzie synagogi przy Park Avenue w Nowym Jorku i Liberation Monument w Liberty Park w New Jersey (1985), poświęcony wyzwoleniu niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz.

Wystawa, którą można oglądać do 21 sierpnia, powstała we współpracy z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce. Jej komisarzem jest dr Magdalena Tarnowska – kierowniczka ds. wystawienniczych MGW, a współpracowali przy jej stworzeniu Magdalena Piecyk, Magdalena Zielińska, prof. Konrad Zieliński i Anna Kilian.

Anna Kilian

Foto: Maja Nowak

GALERIA




O powstaniu w getcie warszawskim (19.04.1943 – 16.05.1943)

O powstaniu w getcie warszawskim (19.04.1943 – 16.05.1943)

Tym, którzy przeżyli, pozostało pamiętać o tych, którzy przeżyć nie zdołali. Dla kolejnych pokoleń Żydów w Polsce i na świecie heroizm garstki bojowników w starciu z hitlerowską machiną wojenną stał się symbolem męstwa, bohaterstwa i poświęcenia w walce o przywrócenie godności i podmiotowości. Na trwałe zapisanym w świadomości żydowskiego narodu… Zapraszamy do przeczytania felietonu dr. Pawła Wieczorka poświęconego powstaniu w getcie warszawskim. W tym roku mija 76 lat od jego wybuchu.

18 kwietnia 2019

W połowie maja 1943 roku walki dobiegły końca. Pokłosie tego boju było tragiczne. Kropla w morzu krwi w dobie Holokaustu. Większość z walczących poniosła śmierć. Nieliczni z ocalałych – jak dowódcy Icchak Cukierman i Marek Edelman – zdołali przedrzeć się na stronę aryjską. Jürgen Stroop w „Raporcie” przebieg walk toczonych w getcie w dniach od 19 kwietnia do 16 maja 1943 podsumował statystycznie: Żydów w getcie warszawskim przebywało w tym okresie ok. 56 tysięcy, spośród stawiających opór śmierć poniosło ok. 6 tysięcy Żydów, ok. 7 tysięcy cywilów zostało zamordowanych na miejscu, wykrytych i zlikwidowanych zostało 631 bunkrów. Pozostała przy życiu ludność cywilna została przez władze hitlerowskie zesłana do obozów – zagłady i koncentracyjnych – rozrzuconych na terenie okupowanej Polski: 7 tysięcy do Treblinki, pozostałe 36 tysięcy do Majdanka, Auschwitz i innych. Wszystkie z cyfr – jednakowo te powyżej jak i poniżej – są względne. Strat własnych J. Stroop nie doszacował – zginąć miało tylko 16 żołnierzy, a 85 zostać rannymi. Konspiracyjna prasa polska („Dzień Warszawy”) prawdopodobnie zaś przeszacowała dane podając, że 86 Niemców zostało zabitych, a 420 rannych.

Na zdjęciach  Jürgen Stroop, Icchak Cukierman.

Za symboliczny koniec powstania dowództwo niemieckie uznało wysadzenie w powietrze symbolu żydowskiej dzielnicy – Wielkiej Synagogi na Tłomackiem. Oficjalnie uznano, że Warszawa stała się „Judenrein”. „Raport” J. Stroopa zamyka stwierdzenie: „Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie przestała istnieć”. Nieoficjalnie jednak niemieckie oddziały przez wiele kolejnych tygodni likwidowały – dosłownie – resztki nieistniejącej już „żydowskiej dzielnicy”. Niemieckie władze zachęcały Polaków do udziału w polowaniach na tych, którzy zdołali – mimo wszystko – przetrwać w gruzach albo po stronie aryjskiej. Za schwytanego Żyda polskiemu „łowcy” (z szeregów granatowej policji, spośród kolaborantów, szmalcowników i „zwykłych” cywili) miało przysługiwać prawo zatrzymania połowy znalezionego przy Żydzie „majątku”. Stanisław Sznapman w swym dzienniku tak pisał o nadgorliwych policjantach: „Zaglądali przechodniom w oczy i legitymowali ich, wyciągali ludzi z dorożek i tramwajów. W wypadku najmniejszego podejrzenia zaciągano mężczyzn do bram, rozpinano spodnie i przeprowadzano doraźne badanie. Zabijano na miejscu, gdy były jakieś wątpliwości co do rasy. Wystarczyło, że kobieta była podobna do Żydówki, aby ją bez sprawdzania dokumentów z miejsca zastrzelić”.

O tym, że zbliża się kres warszawskiego getta świadczyły działania Niemców podjęte w pierwsze dni kwietnia 1943 r. Specjalne oddziały SS stały przed murami na kilka dni przed realizacją akcji likwidacyjnej: „Lufy karabinów maszynowych sterczały z balkonów, okien i dachów przylegających do muru domów po aryjskiej stronie. Niemieccy zwiadowcy obserwowali teren przez dziury wydrążone w murze getta. Ulice w pobliżu były wyłączone z ruchu, patrolowali je niemieccy policjanci na motocyklach”. Równolegle po przeciwnej stronie, w wigilię powstania, na ścianach budynków pojawiły się plakaty. ŻOB apelował, by nikt nie wierzył władzy okupacyjnej, bezwolnie stawiał się na wezwanie tejże i w miarę możliwości brał czynny udział w oporze. Za wszelką cenę zalecano trwać: w bunkrze, piwnicy, na strychu, w ruinach. Z nadzieją na przetrwanie…

Rozrachunek z wrogiem – żydowską masą uwięzioną w getcie – miał być krótki. Niemcy zakładali, że w przeciągu nie więcej niż trzech dni „żydowskie siedlisko” zostanie zlikwidowane, funkcjonujące na tym terenie szopy przeniesione na ziemię lubelską, a Żydzi wywiezieni. W razie potrzeby – zlikwidowani na miejscu. Tyle założenia. Siły zbrojne liczące nieco ponad 2 tysiące składały się z żołnierzy SS i Wehrmachtu. Ponadto w uśmiercaniu getta brali udział gestapowcy, żandarmeria, policja, Litwini, Łotysze i Ukraińcy. Po przeciwnej stronie stanęło niespełna 1,5 tysiąca bojowców, głównie wywodzących się z Żydowskiej Organizacji Bojowej (kobiety i mężczyźni) i Żydowskiego Związku Wojskowego (mężczyźni). Pięcioosobowe dowództwo ŻOB miało razem 110 lat, średnia więc każdego z osobna dowódcy wynosiła 22 lata. Najmłodszy z członków ŻOB, Lusiek Błones, przystępując do bojów miał lat zaledwie trzynaście. W skład poszczególnych oddziałów wchodziła przede wszystkim młodzież w wieku 17 – 21 lat. Nie zdążyła stać się akademicką. Okoliczności wojny, terror i masowe mordy powodowały, że pewnego jutra nie było dla nikogo. Dla wszystkich liczyło się wyłącznie dziś i tylko tutaj. Młodzież skazana na wydoroślenie…

Pierwsi z walczących – Niemcy i podległe im oddziały etniczne – mieli niewspółmierną przewagę nad Żydami pod względem wieku i doświadczeń nabytych na frontach czy podczas akcji ludobójczych. Głównodowodzący akcją Jürgen Stroop miał wówczas 48 lat. Dysproporcje w uzbrojeniu były porażające. W skład arsenału sił niemieckich wchodziły nowoczesne karabiny, pistolety i miotacze ognia. Niemcy demonstrowali swą przewagę przy użyciu dział, wozów pancernych i czołgów. Byli skazani na zwycięstwo. Nieznany jest stan posiadanego uzbrojenia strony żydowskiej w przededniu wybuchu powstania. Poza niedużą ilością broni palnej, granatów i ładunków wybuchowych (min), samodzielnie tworzyli tzw. koktajle Mołotowa. Żydom – skazanym na klęskę – pozostawało być odważnymi. Symcha Rotem (Kazik Ratajzer) 19 kwietnia, wczesnym rankiem, dostrzegł wkraczające do getta oddziały niemieckie. Do czuwającej wraz z nim kobiety powiedział: „Niemcy idą jak na wojnę”. Po latach tak wspominał ten dzień: „Poczułem jak bardzo jesteśmy słabi, jak nikłe są nasze siły”. Wybuchło powstanie…

Na zdjęciu Symcha Rotem (Kazik Ratajzer)

Żydzi. Wszyscy – walczący i cywile – mieli wspólny mianownik: nieuchronną śmierć. Lecz każdy umierał inaczej. Przypadek Mejłacha Perelmana.  Uczestniczył w potyczce z Niemcami. Ciężko ranny, nie zdołał dotrzeć do bunkra. Oddał broń współtowarzyszom. Niemcy nie odważyli się wkroczyć do budynku, w którym się schronił. Podpalili budynek, a bojowiec spłonął żywcem: „Jego krzyk było słychać nawet w bunkrze przez cały dzień”. Jedna z nielicznych ocalonych, która była świadkiem, wspominała: „Do dzisiaj – wieczorem, gdy słońce zachodzi – słyszę jego krzyk”. Przypadek Stasia Brilliansteina. Bronił bunkra. Bojowców było mało, brakowało broni. Liczyli się z każdym pociskiem. I ten bojowiec zginął. Do zwłok doczołgał się towarzysz. Przejął karabin i kontynuował walkę: „Niemcy odstąpili nie zdając sobie sprawy, że Żydzi zużyli całą swoją amunicję”. Starczyło im czasu na ucieczkę. Przypadek Szymona Hellera. Posiadał karabin, pozostali z oddziału tylko pistolety i koktajle Mołotowa: „Jak widzieliśmy Niemców to dawaliśmy mu znaki i wtedy on strzelał. Po każdym takim ataku przechodziliśmy do następnego budynku i Niemcy myśleli, że jest nas wielu i mamy dużo karabinów”. Niemcom udało się jednak otoczyć kolejny z budynków. Heller podjął próbę zejścia po linie. Ta się zerwała, on zginął. Przypadek Henacha Gutmana. Gdy wojska niemieckie wkraczały na teren szopu, dał sygnał Kazikowi Ratajzerowi, by odpalił minę: „Wybuchła we właściwym momencie”. Niemcy się wycofali. Kilkanaście dni później Gutman został ciężko ranny w walce o bunkier. Nieznany jest jego dalszy los… Prawdopodobnie spoczął w gruzach. Przypadek kolejny… Płonie budynek. Wszyscy w panice uciekają na ostatnie piętro. Nie ma już wyjścia. Bojowcy strzelają. Niektórzy skaczą z okna. Ostrzeliwani, giną w locie, lub są dobijani na ulicy. Inni spuszczają linę. Na dole czekali na nich Niemcy. Zaczęli strzelać. Zabili.

Wielu odbierało sobie życie. Bezimienni, niezdolni udźwignąć ciężaru otaczającej ich rzeczywistości. Niektórzy w samotności, inni publicznie, niektórzy zbiorowo. Pierwszy przypadek. Jakże odmienna była wartość decyzji o śmierci samobójczej, jaką podjął przewodniczący Adam Czerniaków, kiedy hitlerowskie władze – w ramach Wielkiej Akcji – właśnie uruchamiały proces likwidacji warszawskiego getta. Na życie setek tysięcy Żydów wydany został wyrok śmierci. Marek Edelman twierdził, że bezsilny Czerniaków popełnił błąd kardynalny: „Uczynił swoją śmierć własną, prywatną sprawą”. Edelmanowi szło o sposób umierania. „My wiedzieliśmy – mówił – że trzeba umierać publicznie, na oczach świata”. Drugi przypadek. Tak postąpił Szmul Zygielbojm. Choć przebywał i działał wówczas w Londynie, myślami był na pewno w płonącym getcie. Świadomy, że Zagłada była tajemnicą publiczną, w liście pożegnalnym do premiera Sikorskiego i prezydenta Raczkiewicza wyraził swoje oburzenie wobec bezczynności i obojętności sojuszników wiedzących o tej tragedii. Napisał też o swej ostatniej nadziei: „Może śmiercią swą przyczynię się do wyrwania z obojętności tych, którzy mogą i powinni działać, by teraz jeszcze, w ostatniej chwili, uratować od niechybnej zagłady tę garstkę Żydów polskich, jaka jeszcze żyje”. Trzeci przypadek. Jeszcze inna była postawa ludzi z ŻOB. Walki powstańcze dobiegały końca. Niemcom udało się znaleźć bunkier dowódczy na ulicy Miłej. Otoczyli go. Przebywająca w nim ludność cywilna usłuchała rozkazu, opuściła schron i poddała się Niemcom. Bojowcy pozostali. Cywia Lubetkin była świadkiem, jak Arie Wilner krzyknął: „Popełnimy samobójstwo! Nie damy się wziąć żywcem!”. I widziała, jak większość ze współbraci podporządkowała się temu zawołaniu. Odebrali sobie życie. W masie. Zbiorowo…

Na zdjęciach Cywia Lubetkin i Szmul Zygielbojm

Giną kobiety, giną dzieci… Pierwszy przypadek: „Na balkonie płonącego budynku stała kobieta. Po chwili wróciła z dzieckiem, ciągnąc za sobą łóżko, które zrzuciła na ziemię, żeby złagodzić swój upadek. Ściskając dziecko zaczęła się wspinać na balustradę. Wystrzały przerwały jej wpół drogi – dziecko upadło na ulicę, ciało kobiety zawisło martwe na balustradzie”. Drugi przypadek: „Ulica Szczęśliwa stanęła w płomieniach, strażacy pilnują, by ogień nie wydostał się za mury getta. Na trzecim piętrze ukazała się kobieta z dzieckiem w poduszce. Niemcy nie pozwolili strażakom ratować. Matka wyrzuciła dziecko z okna i skoczyła za nim”. Zginęli oboje…

Wszystko działo się na granicy życia i śmierci. Nie było żadnej alternatywy. Im dłużej trwał żydowski opór, tym trudniej było cywilom wytrzymać w bunkrach. Wlekące się godziny spędzali w upokarzających godności ludzkiej, skrajnych warunkach: wyczerpani nerwowo i fizycznie, w milczeniu, bez możliwości wykonywania jakichkolwiek czynności. „Nerwy były napięte do ostatnich granic – stwierdził Leon Najberg – byle szmer przyprawiał ludzi o ataki histerii”. Przypadek pierwszy. Stella Fidelseid tak wspominała swoje przeżycia „pod ziemią”: „Ludzie wpatrywali się w siebie z jakimś obłędem w oczach. Nie było się nawet głodnym. Było to uczucie zupełnej bezradności i zwierzęcia szamotającego się w potrzasku. To było już powolne konanie, w pełni świadomości tego, co się dzieje”. Przypadek drugi. Każdy odgłos, jakikolwiek dźwięk groził odkryciem przez Niemców kryjówki i wymordowaniem przebywających w niej ludzi. Chcący trwać, zdeterminowany człowiek musiał podjąć walkę z samym sobą – słabościami, sumieniem i moralnością. A jednocześnie być odpowiedzialnym za jednostkę i za zbiorowość. Jak w przypadku dziecka Freda Orleana: „Słychać kwilenie niemowlęcia, widocznie jest bardzo głodne lub mokre. Padają szeptem przekleństwa. Dziecko nas zgubi. »Trzeba je udusić«. Jakieś szuranie, szamotanie. Po paru minutach jest już zupełnie cicho…”. Przypadek trzeci. Zaistniała sytuacja była bez wyjścia – konieczność zadecydowania o losie „współwięźniów” ze schronu: „Jest kobieta z dwojgiem dzieci. Chłopczyk jest obłąkany. Dostaje ataków szału i krzyczy przeraźliwie. Może zwabić Niemców. »Prezydium« schronu decyduje się usunąć kobietę wraz z chłopczykiem. Przez jedno dziecko nie może zginąć 40 ludzi. Chcą jednak zatrzymać dziewczynkę jako gwarancję, że matka nie wyda schronu za to, że ją wydalono”. Ilu ludzi było przez Niemców skazanych na śmierć, tyle było jej przypadków…

Niemcy. Wbrew założeniom, że „akcja likwidacyjna” będzie miała przebieg błyskawiczny, już drugiego dnia walk Joseph Goebbels w swoim „Dzienniku” odnotował z niesmakiem: „Walka w getcie warszawskim toczy się nadal i to środkami wojskowymi”. Bo Żydzi – stwierdził – „stawiają rozpaczliwy opór”. Nie miał jednak wątpliwości, że zostanie on ostatecznie złamany. Zaistniały stan rzeczy tak uzasadniał: „Przyczyną rozpaczliwej obrony jest zapewne i to, że Żydzi zdają sobie doskonale sprawę, co ich czeka. Pozbawieni są możliwości kapitulacji”. Takiej narracji wtórował Stroop. Świadomy, że jednym ze środków pozwalających Żydom trwać i stawiać opór była sieć podziemnych schronów, uznał, że jedynym rozwiązaniem będzie zrównanie getta z ziemią, zaś środkiem do tego wiodącym – ogień. Takie założenia realizował bezlitośnie i z całą bezwzględnością mówiąc: „[Podpalanie to] jedyna i ostateczna metoda, aby tę hołotę i podludzi zmusić do ukazania się na powierzchni”.

Od pierwszych dni powstania terror i – jak odnotował w swym dzienniku Beniamin Horowitz, niedoszła ofiara – „szał mordu” miały swoje przerywniki. Stanowiły je rozkazy, groźby, polecenia i obietnice podawane „na przyszłość” uwięzionym Żydom. Z jednej więc strony tym, którzy z własnej woli zgłoszą się na Umschlagplatz, gwarantowano wyjazd do obozu pracy. Z drugiej zaś upubliczniono rozkaz Friedricha Wilhelma Krugera, którego sens zamykał się w twierdzeniu o konieczności „całkowitego oczyszczania getta z największą i niesłabnącą surowością”. Żydzi mieli się bać i być świadomymi, jaka czeka ich przyszłość…

Polacy. Głos świadków rozgrywającej się w Warszawie zbrodni nie był jednolity. Autorzy podziemnej prasy, niezależnie od opcji politycznych i światopoglądowych, wyrażali jednakowo podziw w parze z oburzeniem. Byli zdolni okazać szacunek wobec ofiar zbrodni, Żydów – współobywateli. Zachowali godność jako Polacy. W „Biuletynie Informacyjnym” Armii Krajowej pod koniec kwietnia pisano: „Śmierć z bronią w ręku wnieść może nowe wartości w życie narodu żydowskiego, nadając męce Żydów w Polsce blask orężnej walki o prawo do życia”. Na przełomie kwietnia/maja na łamach katolickiego pisma Frontu Odrodzenia Polski „Prawda” mowa była o moralnym zwycięstwie przegranych: „Żydzi walczą. Walczą nie o życie, gdyż walka z Niemcami jest nadto nierówna i beznadziejna – lecz o cenę życia. Nie o uratowanie się od śmierci, lecz o rodzaj śmierci. O to, by ginąć jak ludzie, nie jak robactwo”. W tym wywodzie była też zawarta nutka nadziei, że heroizm Żydów wniesie w epokę powojenną jeszcze jedną wartość: „Warszawskie getto może stać się nie końcem, lecz początkiem, gdyż nic, co ginie po ludzku – nie ginie na darmo…”. Gdy powstanie już dogorywało, w pepeesowskim piśmie „Wolność” wyrażona została bardzo krytyczna opinia wobec postawy tych, którzy mniej lub bardziej otwarcie wyrażali przychylność zbrodniom dokonywanym przez Niemców na Żydach. Bo czerpali z tego korzyści: „Naszym obowiązkiem jest napiętnować wszystkich tych, którzy w swym upodleniu między innymi posuwają się do szantażu w stosunku do ukrywających się Żydów”. Dalej była mowa o bierności pozostałych, stanowiących większość: „Duży odłam naszego społeczeństwa zachowuje się w tej sprawie jak obojętny widz, nie odczuwa całego ogromu upodlenia, jakim jest szczucie i tak już dość prześladowanych Żydów”. W prasie z tego okresu można się też natknąć na inny jeszcze typ treści, swego rodzaju głos ludu warszawskiego, jak w artykule „Wokół płonącego getta”, opublikowanym z ramienia FOP. Cytowany dialog Polki i Polaka posłużył zapewne wskazaniu, że Polacy – mimo wszystko – bardziej są za swymi niedawnymi sąsiadami, znajomymi czy żydowskimi rzemieślnikami, niż Niemcami: „[on] Podnosząc głowę do góry, stwierdza obiektywnie: No, no, dziś znowu gorzej się pali… Moja pani Kowalska, czy pani widziała w nocy…? Łuna sięgała pół nieba… [ona] Morowo się bronią, choć Żydy… [on] Żydy jak Żydy, paniusiu, ale warszawskie Żydy”. W pierwszych dniach powstania uwagi nierzadko wynikały z niewiedzy lub naiwności polskich widzów. Władka Meed, będąca świadkiem walk, w swych wspomnieniach tak to ujęła: „Widzowie są poruszeni, zachwyceni, przejęci. Komentują, że to »nasi« zorganizowali powstanie, »nasi« oficerowie muszą być tam, wewnątrz”. Polacy też potrzebowali nadziei i wiary…

Na zdjęciu Władka Meed i Paweł Edelman

Postawa Polaków też nie była jednolita. Janina David, która czas rzezi w warszawskim getcie przeżyła po aryjskiej stronie wyłącznie dzięki wsparciu ze strony polskiej rodziny, w swoim pamiętniku pod datą 19 kwietnia zacytowała powtarzaną przez niektórych rodaków jej opiekunów sentencję: „Jeśli Hitler zrobił choć jedną dobrą rzecz, to na pewno pozbycie się Żydów”. Inna z ocalonych – Helena Merenholc – też przebywała po stronie aryjskiej. Okres świąt wielkanocnych w Warszawie tak relacjonowała: „Tłumy na ulicach idą pieszo. Wśród przechodniów słyszę – »Żydki się smażą, święta nam psują, musimy przez nich chodzić piechotą«”. Spośród walczących byli i tacy, którzy jako „łącznicy” na przemian przebywali w piekle na ziemi – getcie i po stronie aryjskiej. Z przymusu stawali się widzami. W ich narracji poza tragizmem występował jeszcze jeden wątek – oczu mogących zdradzić Żydów. I był dowodem na poczucie związku z tymi, którym nie pisane było „jeszcze żyć”. Maria Lewi-Kurowska opowiadała: „Wśród tłumów obserwujących bezbłędnie mogłam wskazać takich jak ja – ukrywających się Żydów. Ucharakteryzowani jak najlepiej – tak samo jak ja. Ale… twarze! Wyraz oczu! To byli obserwatorzy widowiska, to byli – tak jak ja – ludzie, którym serca krwawiły”. Marek Edelman powtórzył słowa łączniczki ze stroną aryjską, Inki. Ta miała powiedzieć: „Bałyśmy się pokazać oczy, to były takie oczy, które zdradzały”. Władka Meed w swych relacjach wspominała o grupie kilkudziesięciu Żydów ujętych po stronie aryjskiej – mężczyzn, kobiet i dzieci – stojących pod ścianą, otoczonych przez strażników z wycelowanymi karabinami: „Nieszczęśnicy, łącznie z bardzo małymi dziećmi, wyglądali na wycieńczonych, przestraszonych, obszarpanych, ich spojrzenia były dzikie. Dzieci były wyczerpane i od czasu do czasu opadały im ręce, uderzał je wtedy niemiecki bagnet, dopóki rąk nie podniosły. Mimo to żadne z nich nie płakało”. Nie zabrakło widzów chwalących sprawność okupanta. Meed opowiadała też o przebiegu polowania na uciekinierów z getta: „[Żydzi] schowali się na strychu polskiego domu. Niemcy ich znaleźli i zaatakowali. Żydzi odpowiedzieli ogniem i próbowali uciekać przez sąsiednie dachy. Wkrótce potem przyjechał niemiecki czołg, wszystkich wystrzelał. Gapie podziwiali rzadki widok: ręce i nogi zabitych jak girlandy zwisały z dachu”. Maria Czapska, aktywna działaczka Żegoty, z nieskrywanym oburzeniem pisała o zachowaniu wielu Polaków w przededniu Świąt Wielkanocnych: „W kościołach warszawskich trwają nabożeństwa Wielkiego Tygodnia. W Wielki Piątek po adoracji krzyża wierni modlą się za więźniów, podróżnych, chorych, heretyków, Żydów i pogan. Po modlitwie za Żydów (aby Bóg oświecił wiarołomnych) nie klękano”.

Na zdjęciu Maria Czapska

Żydzi i Polacy. W podziemnej prasie, dyskusjach i raportach, gdy powstanie wciąż trwało, przewijał się jeszcze jeden temat. Z jednej strony wskazywał na solidaryzm, z drugiej zaś na obawy i przeczucie, że likwidacja getta stawia przed hitlerowskim okupantem kolejny problem – Polaków: „Tragedia, którą przeżywają Żydzi, jest częścią tragedii całego państwa polskiego” – napisano pod koniec kwietnia w „Iskrze”, periodyku Związku Syndykalistów Polskich – „Dlatego też w każdej chwili musimy być gotowi do takiej samej obrony, jakiej dziś chwycili się Żydzi”. Szef działającego w konspiracji Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa w raporcie do Rządu RP w Londynie donosił: „Obawy przed powstaniem polskim wśród władz niemieckich stale wzrastają”. O symbolu związków łączących narody polski i żydowski – flagach powiewających na dachu jednego z budynków przy ulicy Muranowskiej w pierwszych dniach powstania – pisał świadek, Leon Najberg. Niemcy fakt ten potraktowali jako prowokację. Było to – jednoznacznie stwierdził Stroop – „wezwanie do walki przeciwko nam”. Jednak dla wielu postronnych widzów mógł to być także dowód słabości Niemców, czy wręcz strachu przed niekończącymi się walkami z żydowską partyzantką miejską. Co potwierdza jeszcze jedna uwaga dowódcy wojsk niemieckich: „Już drugiego dnia udało się specjalnej jednostce zdobyć te dwie chorągwie”. W ocenie żydowskich bojowców i jednakowo polskich obserwatorów odbiór był zapewne inny: dopiero po dwóch dniach…

Na zdjęciu Leon Najberg

Zamiast zakończenia. W październiku 1943 r. podziemne wydawnictwo opublikowało kilkudziesięciostronicową książkę pt. „Na oczach świata”. Mowa w niej o ostatecznej Zagładzie warszawskiego getta. Autorka, Maria Kann, zamknęła opracowanie znakomitą, wzruszającą refleksją: „Na oczach świata, w naszych oczach, w oczach naszej młodzieży – mordowano naród. Patrzyliśmy na to bezczynnie. Pomimo całego oburzenia oswajamy się z myślą, że można mordować, można budować krematoria dla żywych ludzi. W umysłach dziecięcych zaczyna kiełkować pojęcie, że są różne rodzaje narodów: »panów, »pachołków« i wreszcie »psów«, które wolno zabijać bezkarnie. Minie Hitler jak zły sen, padnie z rąk własnego upodlonego narodu. Świat przestanie być rzeźnią. Wróci ład i spokój. A w wiele lat potem dziecko zapyta: »Czy zabito człowieka, czy Żyda mamo ?«. Tego lęka się serce polskich matek”. Otwartym pozostaje pytanie: czy z treści wynikła właściwa nauka ?

Na zdjęciu Maria Kann

Czas powinien leczyć rany, uczyć otwartości i refleksyjnego myślenia. Czy więc w społeczeństwie polskim i obywatelskim uległy zmianie względy mentalnościowe lub moralne? Historii powstania w Getcie Warszawskim „od zawsze” towarzyszyły różne formy jego interpretacji i reinterpretacji. W powojniu często była środkiem wykorzystywanym do walki politycznej, w zależności od potrzeb ludzi władzy i partii. Do tego więc dopasowywana była intonacja przemówień, treści artykułów i opracowań poświęconych powstaniu w getcie. Służących w dużej mierze również przemilczeniu jeszcze jednego powstania: warszawskiego. Od 1989 r. epoka realnego socjalizmu stała się rozdziałem zamkniętym w dziejach państwa polskiego i obywateli polskich. Stąd wniosek, że wraz z tym w niepamięć powinny pójść hochsztaplerskie działania władzy. I nadzieja, że inżynieria społeczna będzie wyłącznie odmianą political fiction. Miejsce walki o pamięć zajmie już tylko pamięć o tej walce. Postawy niektórych osób publicznych, dziennikarzy i komentatorów życia publicznego wywołują – niestety – zwątpienie…

dr Paweł Wieczorek

Paweł Wieczorek- doktor nauk humanistycznych. Specjalność: historia najnowsza. Współpraca: United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie, Żydowski Instytut Historyczny oraz Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Laureat konkursu Żydowskiego Instytutu Historycznego na najlepszą pracę doktorską im. M.Bałabana (2014). Uczestnik międzynarodowego projektu badawczego „Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX wieku” (2013- 2016). Autor artykułów i książek. Zainteresowania badawcze: stosunki polsko – żydowskie po 1945 r., żydowskie ruchy społeczne i polityczne, mniejszości narodowe i etniczne w Polsce, zimna wojna, totalitaryzm.

Opr. Anna Kilian




Nie budujemy historii od nowa

Nie budujemy historii od nowa

Podpisana dziś w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki przy ul. Marszałkowskiej 21/25, umowa o współpracy między Muzeum Getta Warszawskiego a Instytutem Pamięci Narodowej-Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, jest już piątym z kolei porozumieniem o kooperacji. Wcześniej MGW podpisało je z Muzeum Treblinka, Muzeum Powstania Warszawskiego, Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce i Muzeum na Majdanku.

17 kwietnia 2019

Współpraca pomiędzy Muzeum Getta Warszawskiego będzie się odbywać na płaszczyźnie edukacyjnej, wystawienniczej, naukowej oraz informacyjnej.

Zależy nam na współpracy, która pomoże w wypełnianiu misji: upamiętniania historii, edukacji, we wspólnych badaniach naukowych – powiedział dyrektor Albert Stankowski. – Muzeum Getta Warszawskiego to nowa instytucja, ale nie budujemy historii od nowa. Dlatego to współdziałanie z różnymi instytucjami jest dla nas tak bardzo ważne. Dziś podczas konferencji zobaczyliśmy wstrząsające i poruszające ujęcia okupowanego miasta, podzielonego murem, który odizolował społeczność żyjącą od wieków w jednej przestrzeni. Naszym wspólnym zadaniem jest zachowanie tej pamięci ku przestrodze przyszłych pokoleń. Zadaniem wystawy stałej Muzeum Getta Warszawskiego będzie prawdziwe, czyli oparte na zgromadzonych faktach przedstawienie codzienności ludzi w nieludzkich czasach. Będziemy starali się zgromadzić jak najwięcej oryginalnych eksponatów i dokumentów.

Raport Jürgena Stroopa jest urzędowym sprawozdaniem z niemieckiej akcji tłumienia powstania w warszawskim getcie – największej wydzielonej, zamkniętej dzielnicy mieszkaniowej dla Żydów w okupowanej Europie – oraz jego likwidacji wiosną 1943 roku. Jego część fotograficzna zawiera ujęcia już na stałe wpisane w świadomość ludzi na całym świecie i jednoznacznie kojarzone z Holokaustem. Przygotowany dla Heinricha Himmlera raport powstał w maju 1943 r. Stanowi jedno z najważniejszych źródeł dokumentujących eksterminację polskich Żydów podczas II wojny światowej na terenie okupowanej Polski. Naszemu krajowi przekazała go w 1948 r. aliancka Prokuratura do spraw Zbrodni Wojennych a jego depozytariuszem jest Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie. W 2017 r. dokument został wpisany na listę UNESCO Pamięć Świata.

Zaprezentowany dziś Raport Stroopa jest jednym z najważniejszych źródeł dokumentujących eksterminację polskich Żydów podczas II wojny światowej na terenie okupowanej Polski – dodał dyrektor Stankowski. – Jako historyk i muzealnik zdaję sobie sprawę z technicznych ograniczeń związanych z zachowaniem wszelkich zasad ostrożności przy prezentacji tego typu eksponatów, jednocześnie wiem, że w magazynach nie będą tak nośnym świadectwem, że w miarę możliwości technicznych powinny być udostępniane. I Muzeum Getta Warszawskiego dołoży wszelkich starań aby takie warunki zapewnić. Bardzo nam zależy aby Raport Stroopa był udostępniany na wystawie stałej Muzeum Getta Warszawskiego. 76 lat temu, ci, którzy przetrwali Wielką Akcję Likwidacyjną, szykowali się do bezprecedensowego zrywu, wiedząc, że walczą o godną śmierć. Marek Edelman tuż po wojnie pisał tak: „Trzeba było, żeby ogół zrozumiał. Trzeba było tym wszystkim zbitym i zgnębionym ludziom powiedzieć, trzeba było im pokazać, że przecież mimo wszystko i wbrew wszystkiemu jesteśmy jeszcze zdolni do tego, żeby podnieść głowę”. A naszym zadaniem jest opowiadanie o tych strasznych czasach tak, aby nigdy więcej się nie powtórzyły.

Konferencja stała się również okazją do zaprezentowania materiału filmowego, zawierającego sceny z ulic okupowanej Warszawy – unikatowe obrazy getta warszawskiego filmowanego z zewnątrz. W filmie widzimy ulicę Chłodną, grupy maszerujących ulicą Żydów, ruch liczny obserwowany zza drutu kolczastego, wchodzącą do getta grupę dzieci z opiekunami.

Zbliżają się uroczystości upamiętniających 76. rocznicę Wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim. Główne uroczystości rozpoczną się 19 kwietnia o godz. 12 przed Pomnikiem Bohaterów Getta. Stamtąd ruszy Marsz Szlakiem Pamięci Powstańców. Powstanie w warszawskim getcie (19 IV – 16 V 1943 r.) było wyrazem determinacji ludności żydowskiej, która pomimo braku jakiejkolwiek nadziei na powodzenie buntu, wystąpiła zbrojnie przeciw swym oprawcom walcząc o zachowanie dumy oraz poczucia godności.

Opr. Anna Kilian

GALERIA




„Wyprostowani, nieugięci…” – Natan Rapoport i Pomnik Bohaterów Getta

„Wyprostowani, nieugięci…” – Natan Rapoport i Pomnik Bohaterów Getta

Muzeum Getta Warszawskiego zaprasza na otwarcie swojej drugiej wystawy plenerowej. Ekspozycję poświęconą autorowi Pomnika Bohaterów Getta można oglądać przy monumencie Rapoporta od czwartku 18 kwietnia, od godz. 11. Wpisuje się ona w obchody 76. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim, które Muzeum organizuje z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce.

12 kwietnia 2019

Heroizm w skali monumentalnej. Z Warszawy do Nowego Jorku przez ZSRR, Paryż i Izrael – Natan Rapoport upamiętniał bohaterów pełnych siły i determinacji. Artysta urodził się w Warszawie w rodzinie robotniczej. W roku 1936 ukończył studia na Wydziale Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w pracowni znanego artysty Tadeusza Breyera. Zadebiutował jeszcze podczas studiów na przełomie 1933 i 1934 r. na Wystawie „Grupy Młodych” zorganizowanej przez Żydowskie Towarzystwo Krzewienia Sztuk Pięknych. W późniejszych latach wystawiał kilkakrotnie w Instytucie Propagandy Sztuki.

W tamtym czasie do ulubionych tematów Rapoporta należały portret i sport – powstały wówczas Taternik, Taterniczka, Wioślarze i najbardziej znana Tenisistka, za którą otrzymał w 1936 r. główną w nagrodę w ogólnopolskim konkursie „Sport w sztuce”, rozpisanym przez IPS z okazji wystawy polskiej podczas Olimpiady w Berlinie. Artysta sprzeciwił się rasistowskiej i antyżydowskiej polityce III Rzeszy (tzw. Ustawy Norymberskie ogłoszono 15 września 1935 r.), odmówił udziału w ekspozycji i zwrócił nagrodę.

W 1936 r., otrzymawszy stypendium ASP, Rapoport wyjechał do Francji i Włoch. Do Warszawy wrócił w czerwcu 1939 r. Wybuch II wojny światowej zastał go w stolicy. Uciekając przez Niemcami znalazł się w sowieckiej strefie okupacyjnej. Przebywał w Białymstoku, następnie w Mińsku i Ałma Acie. Aresztowany, był więźniem łagru w Nowosybirsku, zwolniony – trafił do Moskwy. Tak jak większość polskich artystów, na zlecenie władz sowieckich tworzył portrety przodowników pracy i bohaterów ZSRR, brał też udział w wystawach.

Niedługo po upadku powstania w getcie warszawskim Rapoport był już zdeterminowany do upamiętnienia go pomnikiem. Wrócił do Warszawy w połowie 1946 r. i włączył się w organizację środowiska artystycznego. Był jednym z najbliższych współpracowników Józefa Sandla – założyciela i prezesa Żydowskiego Towarzystwa Krzewienia Sztuk Pięknych. W 1947 r. wyjechał na studia do Paryża. W tym samym czasie otrzymał zlecenie od Centralnego Komitetu Żydów Polskich na projekt pomnika Bohaterów Getta, który zrealizował we współpracy z architektem Leonem Markiem Suzinem. Odlew pomnika odwołującego się do żydowskiej religii i tradycji powstawał w odlewni Alexisa Rudiera, z której wyszły m.in. gotowe rzeźby Auguste`a Rodina. Na materiał do kamiennej bazy wybrano szwedzki granit, labradoryt. Miał posłużyć nadwornemu rzeźbiarzowi Hitlera – Arno Brekerowi – do stworzenia pomnika jego „chwały”… Ot, chichot historii.

Powstanie pomnika poprzedziła zbiórka pieniędzy w kraju i za granicą. Po jego odsłonięciu 19 kwietnia 1948 r. Rapoport wrócił do Paryża. W 1949 r. osiedlił się w Izraelu – mieszkał i tworzył w kibucach. W 1959 r. podjął decyzję o wyjeździe do USA, gdzie w Nowym Jorku osiadł na stałe. Sześć lat później otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Po II wojnie światowej artysta poświęcił się tworzeniu monumentów upamiętniających walkę i Zagładę Żydów. Do najbardziej znanych należą: pomnik Mordechaja Anielewicza (1951) w kibucu Jad Mordechai, Zwój ognia (1971) w Lesie Męczenników koło Jerozolimy, pomnik Sześciu Milionów Ofiar Nazizmu (1964) w Filadelfii, Korczak’s Last Walk na fasadzie synagogi przy Park Avenue w Nowym Jorku. Stworzył również Liberation Monument w Liberty Park w New Jersey (1985) poświęcony wyzwoleniu niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Rzeźbił także portrety znanych osobistości, m.in. pianisty Artura Rubinsteina.

Rapoport brał udział w licznych wystawach zbiorowych. Jego najważniejsze wystawy indywidualne zostały zorganizowane w Muzeum Żydowskim w Nowym Jorku w 1959 roku i w Trenton State Museum w New Jersey w 1983 roku. Zmarł w Nowym Jorku.

Opr. Anna Kilian




„Ulica Graniczna” Aleksandra Forda w Iluzjonie

„Ulica Graniczna” Aleksandra Forda w Iluzjonie

„Film o małych ludziach na tle wielkiej epoki”. Muzeum Getta Warszawskiego we współpracy z Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce oraz Filmoteką Narodową – Instytutem Audiowizualnym i Kinem Iluzjon zaprasza w środę 17 kwietnia, o godz. 16, na specjalną projekcję dramatu wojennego Aleksandra Forda z 1948 roku, nagrodzonego Złotym Medalem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. Bezpłatny pokaz organizujemy w ramach obchodów 76. rocznicy wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim.

11 kwietnia 2019

„Ulica Graniczna” to pierwszy powojenny film fabularny w dorobku twórcy wielowymiarowego – awangardowego członka stowarzyszenia START, tworzącego kino niezależne, artystyczne i zaangażowane („Legion ulicy”, „Ludzie Wisły”), adaptatora prozy Marka Hłaski („Ósmy dzień tygodnia”) i dramatu Leona Kruczkowskiego („Pierwszy dzień wolności”), a także autora olbrzymiego, komercyjnego sukcesu polskiej kinematografii, czyli „Krzyżaków” według Henryka Sienkiewicza.

Aleksander Ford, we współpracy z Ludwikiem Starskim i Janem Fethke, napisał scenariusz opowieści przedstawiającej wojenne losy społeczności żydowskiej i chrześcijańskiej, przede wszystkim dzieci, mieszkające w tej samej warszawskiej kamienicy przy ul. Granicznej, która w czasie okupacji sąsiadowała z gettem. Film pokazuje różne ludzkie postawy w obliczu niemieckiego terroru – od patriotycznych do kolaboranckich, od solidarnych do małostkowych, podłych. Zróżnicowane pod względem charakterologicznym postaci zagrali m.in. Mieczysława Ćwiklińska, Jerzy Pichelski, Tadeusz Fijewski, Maria Broniewska, Edward Dziewoński, Ida Kamińska.

Przed projekcją słowo wstępu wygłosi dr Hanna Węgrzynek, zastępca dyrektora Muzeum Getta Warszawskiego ds. historycznych i wystawienniczych, a po filmie zapraszamy do wysłuchania posłowia filmoznawczyni Anny Kilian (Muzeum Getta Warszawskiego) i Artura Hofmana, przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.

Wstęp wolny

Anna Kilian




Smak gettowego życia 5

Smak gettowego życia. Kuchnia dziecięca – Leszno 11

Zapraszamy do lektury kolejnego felietonu Agnieszki Witkowskiej-Krych z cyklu zatytułowanego „Z życia w getcie”, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni dedykowanych dzieciom i niemowlętom, Transferstelle.

9 kwietnia 2019

Autorka opowiada o gmachach Sądów, będących punktem przerzutowym dla szmuglujących żywność, zabiegach Janusza Korczaka o pomoc dla Głównego Domu Schronienia, tzw. komitetach domowych, o ludziach i instytucjach, które musiały zmierzyć się z zadaniem niemal niewykonalnym: wykarmienia i uchronienia od śmierci głodowej. Felietony publikujemy na naszej stronie internetowej co tydzień. Zapraszamy do tej niełatwej, opartej na różnorodnej i solidnej bazie źródłowej, lektury.

Urodzony w Warszawie Bogdan (Dawid) Wojdowski, który jako nastolatek trafił do warszawskiego getta, w przejmującej, opartej na faktach i własnych przeżyciach powieści „Chleb rzucony umarłym” kreśli obraz głodu towarzyszący mieszkańcom dzielnicy zamkniętej: „Pierwsze dni głodu najgorsze, potem już można wytrzymać. Najpierw przychodzi znużenie, ciążą ręce i nogi, każde słowo urasta do bolesnego zgiełku w uszach. Barwy nie cieszą oczu, a światło je rani. (…) Ciągle pić się chce, schną spękane usta. Szczęki zaciskają się same i odzywa się ból za uszami na widok cynowej łyżki porzuconej na stole. Wtedy zaczynają się myśli o jedzeniu, straszne, wyczerpujące rojenia. Żołądek pracuje jak syfon. Wystarczy mu myśl o kawałku brukwi i już zęby rozdzierają z chrzęstem włóknistą miazgę, a sok słabo przypominający czarną rzepę, łagodniejszy w smaku i słodkawy, spływa do gardła i zwilża spuchnięty język, zostawiając w ustach cierpki osad. (…) Od brukwi myśl się odrywa i buja wysoko. — Kiedy przywiozą ten chleb?” (1971, s. 24-25).

Prof. Konrad Zieliński, kierownik działu naukowo-badawczego Muzeum Getta Warszawskiego

Kuchnia dziecięca – Leszno 11

Pamiętając o doraźnie zorganizowanych punktach dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców getta warszawskiego, warto również podkreślić istnienie kuchni dedykowanych w szczególności dzieciom. Te ostatnie placówki miały bowiem, poza swoim podstawowym zadaniem, jakim było dokarmianie najmłodszych, spełniać jeszcze dodatkowe funkcje opiekuńczo-wychowawcze, w tym także stricte edukacyjne. W kuchniach dziecięcych działających w stołecznej dzielnicy zamkniętej prowadzono, z oczywistych względów nieregularną i nie zawsze zgodną z przedwojennym programem, akcję nauczania, czy też douczania podopiecznych. Dzieci żydowskie, pozbawione dostępu do systematycznej edukacji szkolnej, w kuchniach ludowych miały szansę na to, by choć przez kilka godzin w ciągu dnia uczestniczyć w ogólnorozwojowych zajęciach zorganizowanych specjalnie dla nich.

W projekcie Janiny Neudingowej, przedwojennej psycholożki, pracowniczki Centosu (czyli Centrali Związku Towarzystw Opieki nad Sierotami i Dziećmi Opuszczonymi), dotyczącym dziecięcych kuchni ludowych, czytamy między innymi, że towarzyszące wydawaniu posiłków zajęcia edukacyjne powinny być zorganizowane jak najbardziej efektywnie. Poza kwestiami czysto higienicznymi proponowała ona, by dzieci korzystające z poszczególnych placówek podzielić na mniejsze grupy wychowawcze tak, by maksymalnie usprawnić pracę, wyznaczając poszczególnym grupom konkretne godziny konsumpcji i nauki. Co więcej sugerowała, by „kuchenni wychowawcy” dbali o to, by konkretne grupy dzieci stanowiły zwartą całość i były włączane do prac w kuchni. Pisała również, iż poza nauką i sprzątaniem w programie zajęć powinny być przewidziane krótkie pogadanki na aktualne tematy (ze szczególnym uwzględnieniem spraw związanym ze zdrowiem), czytanie ustępów z książek, przystosowanych do wieku i poziomu uczestników grupy, występy dzieci uzdolnionych w kierunku dramatycznym oraz – niejako dodatkowo – występy dorosłych artystów (Archiwum Ringelbluma. Kolekcja Hersza Wassera, t. 14, Warszawa 2014, s, 190).

Neudingowa proponowała też, by lokale kuchni dziecięcych, niezagospodarowane poza czasem wydawania posiłków, zamieniać popołudniami w świetlice. Uważała bowiem, że: „Bezwarunkowo każdy konsument kuchni dziecięcej musi stać się wychowankiem kuchni w tym sensie, że uczestniczy w jednej z grup wychowawczych. Oprócz tego, niektórzy konsumenci kuchni, w pierwszym rzędzie analfabeci, będą mogli uczęszczać na świetlicę, w której otrzymają systematyczne nauczanie” (Archiwum Ringelbluma. Kolekcja Hersza Wassera, t. 14, Warszawa 2014, s, 190). Zakładała, że: „przy dobrej organizacji praca wychowawcza w czasie wydawania posiłków mogłaby objąć około dwudziestu tysięcy dzieci, świetlica około pięciu tysięcy dzieci” (Archiwum Ringelbluma. Kolekcja Hersza Wassera, t. 14, Warszawa 2014, s, 190). Niestety, nie napisała, w jakim okresie miałoby się to dokonać, a trudno wszakże wyobrazić sobie, żeby w jednej tylko placówce na raz mogło znaleźć się kilka tysięcy podopiecznych. Ponadto, nie jest też możliwe, żeby była tu mowa o wszystkich dzieciach korzystających z kuchni i świetlic getta. Tych było bowiem zdecydowanie więcej.

Szczególnym typem kuchni przeznaczonych dla najmłodszych mieszkańców getta były kuchnie dla niemowląt. Jedną z nich była kuchnia przy ulicy Leszno 11, mogąca poszczycić się dłuższym, bo jeszcze przedwojennym rodowodem, kiedy to funkcjonowała jako Stacja Opieki nad Matką i Dzieckiem, działająca wówczas pod auspicjami Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Po wybuchu wojny nie zaprzestała swojej aktywności, a tuż przed utworzeniem getta obsługiwała dziennie około czterystu osób (Archiwum Ringelbluma. Żydowska Samopomoc Społeczna, t. 27, Warszawa 2017, s. 275). W sprawozdaniu z listopada 1940 roku czytamy, że pod opieką wszystkich stacji dla najmłodszych było prawie sześćset dzieci, którym udzielało się porad lekarskich i pielęgniarskich, wydawało lekarstwa i produkty żywnościowe, a w tym mleko i mieszanki lecznicze. Ta znajdująca się przy ulicy Leszno 11, nosząca numer porządkowy 155, pod koniec grudnia 1941 roku miała pod swoją opieką prawie trzysta pięćdziesięcioro gettowych niemowląt.

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Opr. Anna Kilian




„Z Niskiej i Miłej, z Muranowa wykwita płomień naszych luf…”

„Z Niskiej i Miłej, z Muranowa wykwita płomień naszych luf…”

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce i Muzeum Getta Warszawskiego wspólnie upamiętnią 76. rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim
8 kwietnia 2019

76 lat temu, 19 kwietnia o godzinie 6 rano, w trzech punktach getta warszawskiego – u zbiegu ulic Zamenhofa i Gęsiej, Nalewek i Gęsiej i przy placu Muranowskim rozpoczęło się powstanie. 8 maja Mordechaj Anielewicz, dowódca Żydowskiej Organizacji Bojowej i przywódca powstania, zginął wraz z innymi bojowcami w otoczonym przez Niemców bunkrze przy ul. Miłej 18. 16 maja dowódca oddziałów niemieckich Jürgen Stroop rozkazał wysadzić Wielką Synagogę na Tłomackiem, obwieszczając: „Była żydowska dzielnica mieszkaniowa przestała istnieć!”. Za oficjalną datę zakończenia powstania przyjmuje się 15/16 maja – Niemcy ogłosili zakończenie walk 15., a symbolem zdławienia powstania i likwidacji dzielnicy było wysadzenie synagogi. Zrywowi zorganizowanemu przez Żydowską Organizację Bojową i Żydowski Związek Wojskowy nie przyświecały określone cele militarne, ponieważ nie miał on żadnych szans na powodzenie. Pomimo tego to pierwsze w Europie miejskie powstanie przeciwko niemieckiemu okupantowi trwało niemal cztery tygodnie, wspierane przez polskie podziemie. Do pomocy powstańcom nawoływał gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych i premier Rządu na Uchodźstwie. Ci, którym udało się przeżyć walki i pożar getta, zostali przez Niemców zamordowani w jego ruinach lub zginęli wywiezieni do obozów.

Główne uroczystości rozpoczną się 19 kwietnia o godz. 12 przed Pomnikiem Bohaterów Getta (rzeźbiarza Natana Rapoporta). Stamtąd Marsz Szlakiem Pamięci Powstańców wyruszy przed Pomnik Bohaterów Getta-Właz (autorstwa Leona Suzina – pierwszy Pomnik Bohaterów Getta, odsłonięty w 1946 roku), przejdzie przed Pomnik Żegoty u zbiegu ulic Zamenhofa i Anielewicza (zaprojektowany przez Hannę Szmalenberg), następnie w pobliże płyty upamiętniającą Szmula Zygielbojma (ul. Lewartowskiego), Bunkier Anielewicza (róg Miłej i Dubois), potem przed tablicę upamiętniającą Pawła Frenkla (ul. Muranowska), kończąc pochód przy Murze-Pomniku Umschlagplatz (ul. Stawki, według projektu Hanny Szmalenberg i Władysława Klamerusa).

Obchody rocznicy wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim to również wydarzenia towarzyszące – spektakle, wystawy, pokazy filmowe, koncerty. W niedzielę 14 kwietnia o godz. 16 w Klubokawiarni Babel odbędzie się koncert zatytułowany „Silent Voices”. Art Chamber Ensemble wykona utwory Josepha Achrona, Joachima Mendelsona, Gideona Kleina, Erwina Schulhoffa i Benjamina Leesa. Dzień później ta sama klubokawiarnia zaprasza w godzinach 12-14 na warsztaty dla młodzieży „Bohaterowie getta: Anna Braude-Hellerowa, Adina Blady-Szwajger, Janusz Korczak, Irena Sendlerowa, Emanuel Ringelblum, Marek Edelman”.

Nagrodzoną Złotym Medalem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji „Ulicę Graniczną” Aleksandra Forda z 1948 roku publiczność kina Iluzjon (ul. Narbutta 50a) obejrzy w środę 17 kwietnia o godz. 16. Projekcję poprzedzi wstęp dr Hanny Węgrzynek – zastępcy dyrektora Muzeum Getta Warszawskiego ds. naukowych i wystawienniczych – a zakończy posłowie filmoznawczyni Anny Kilian i aktora, reżysera, dziennikarza oraz przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce, Artura Hofmana.

W czwartek 18 kwietnia o godz. 11, przy Pomniku Bohaterów Getta zostanie otworzona wystawa poświęcona autorowi monumentu, Natanowi Rapoportowi – „Wyprostowani, nieugięci…”. W niedzielne południe 28 kwietnia właśnie z tego miejsca wyruszy spacer szlakiem Powstania w Getcie Warszawskim, który poprowadzi dr Hanna Węgrzynek z Muzeum Getta Warszawskiego. Tego samego dnia, o godz. 16, w Klubokawiarni Babel aktor Teatru Ateneum, Sławomir Holland, wykona monodram muzyczny „Josela Rakowera rozmowa z Bogiem”.

Tegoroczne obchody wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim zakończy w środę 8 maja o godz. 20 plenerowy spektakl Teatru TV „Okno na tamtą stronę” według utworów poety getta, Władysława Szlengla (autora cytatu wykorzystanego w tytule tekstu). Widowisko wyreżyserował Artur Hofman, a w roli głównej – samego Szlengla – wystąpił Wojciech Solarz, nagrodzony za tę kreację na Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry” w Sopocie w 2018 roku.

Anna Kilian

Dodatkowe informacje: http://tskz.pl/




Zmiany zachodzą dzięki zwykłym ludziom

Zmiany zachodzą dzięki zwykłym ludziom

O ocalonych z Holokaustu pilotach Sił Powietrznych Izraela, o ojcu śpiewającym jako dziecko we włodawskiej synagodze i obalaniu stereotypów dzięki tworzeniu bliskich relacji – Muzeum Getta Warszawskiego rozmawia z założycielką i dyrektorką Mashmaut Center, dr Leą Piterman Ganor.

3 kwietnia 2019

Jaka idea przyświecała założeniu Mashmaut Center w Kirjat Mockin?

To była moja inicjatywa, z którą przyszłam ćwierć wieku temu do ówczesnego burmistrza miasta. Chciałam utworzyć ośrodek edukacyjny. W języku hebrajskim wyraz „mashmaut” niesie ze sobą znaczenie, ale także jest akronimem, na który składają się słowa oznaczające dziedzictwo, Holokaust, tradycję, wartości i odrodzenie państwa Izrael. Ośrodek jest przeznaczony dla nauczycieli, studentów, uczniów, żołnierzy, dla całej społeczności i nie ogranicza się jedynie do edukacji dotyczącej tego, co utraciliśmy w związku z Holokaustem – życia Żydów w Polsce przed i po wojnie, życia w getcie warszawskim i innych gettach na terenie Polski. Uczy także o żydowskim dziedzictwie, humanizmie, odrodzeniu państwa Izrael i naszej przyszłości.

Czy początki były trudne?

Na początku w Mashmaut Center pracowałam tylko ja sama w maleńkim pokoiku. Przez lata ośrodek się rozrósł dzięki wsparciu burmistrza Kirjat Mockin, pana Haima Zuriego, władz regionu Hajfy oraz Ministerstwu Edukacji. Po 25 latach zespół powiększył się do dziesięciu stale rozwijających się osób, współpracują także z nami wolontariusze. Odwiedza nas około dziesięć tysięcy studentów rocznie, którzy przyjeżdżają na seminaria i warsztaty.

Obroniła Pani pracę doktorską na bardzo interesujący temat: „Siły Obronne Izraela (IDF) a Holokaust: podejście Korpusu Edukacji IDF do kształtowania pamięci na temat Holokaustu wśród żołnierzy (1987 – 2004). Skąd pomysł na taką tematykę?

Pamięć o Holokauście została zaimplementowana wojsku, w tym izraelskim pilotom, którzy w czasie Zagłady byli dziećmi. Nigdy nikomu nie opowiadali wcześniej o swojej przeszłości. W mojej habilitacji – na którą otrzymałam stypendium po obronie doktoratu – napisanej w Instytucie Herzla na Uniwersytecie w Hajfie, „Od odrodzenia do nieba – znaczenie i pamięć w osobistych historiach ocalonych z Holokaustu pilotów izraelskich” piszę na przykład, że trzydzieści trzy procent izraelskich pilotów to ocaleni z Zagłady, o czym nikt nie wiedział. Miałam zaszczyt przeprowadzić rozmowy z 35 pilotami, którzy służyli w Siłach Powietrznych Izraela w latach 50. i 60. To Holokaust zaważył na podjęciu przez nich decyzji o tym, co robić w życiu. Zaczęłam pisać habilitację sześć lat temu – ukończenie jej zajęło mi cztery lata. W zeszłym roku opublikowałam ją po hebrajsku i angielsku. Mam nadzieję, że ukaże się także w języku polskim.

Z jakich krajów pochodzą ocaleni z Holokaustu piloci?

Część z pilotów urodziła się w Polsce, niektórzy w Warszawie. Pozostali pochodzą z różnych krajów europejskich. Będąc dziećmi przyjechali do Izraela, potem wstąpili do Sił Powietrznych Izraela, a po zakończeniu kariery wojskowej zostali pilotami komercyjnymi linii El Al. Zaczęli mówić o swojej przeszłości pod koniec lat 70. i w latach 80.

Jak bliskie relacje łączą Panią obecnie z Polską?

Bardzo nam zależy na relacjach pomiędzy Izraelem a Polską. Rozwinęliśmy specjalną wymianę programową dla młodych studentów, których nazywamy młodymi ambasadorami, pomiędzy Kirjat Mockin a miastami partnerskimi w Niemczech i Polsce. W waszym kraju to Radzyń Podlaski i Włodawa – miasto, gdzie urodził się mój ojciec. Kiedy był dzieckiem, śpiewał tam w pięknej włodawskiej synagodze. Opowiadał mi, że wtedy często nawet nieżydowscy sąsiedzi przychodzili go posłuchać. To jedna z niewielu rzeczy, jakie mi powiedział – nie mówił o życiu w Polsce ani przed wojną, ani po niej.

Tak działo się bardzo często – dzieci Ocalonych z Holokaustu wspominają, że ich rodzice nigdy nie dzielili się z nimi wspomnieniami…

O tym, co wydarzyło się w czasie wojny, usłyszałam od ojca po raz pierwszy dopiero w 1997 roku. A dwadzieścia lat temu pojechałam do Polski z ojcem i grupą nauczycieli. Odwiedziliśmy wtedy też Włodawę i podziwialiśmy pięknie odrestaurowaną Wielką Synagogę. Niedaleko stoi kościół, który wygląda podobnie do niej. Nic w tym dziwnego, ponieważ zarówno kościół, jak i synagogę projektował ten sam architekt (Włoch Paweł Antoni Fontana – przyp. red.). To pokazuje, jak bliskie były we Włodawie związki pomiędzy społecznością katolicką, żydowską a prawosławną. Na pamiątkę tych relacji miasto organizuje trzydniowy festiwal (odwiedzany przez ok. 40 tysięcy osób Festiwal Trzech Kultur – przyp. red.). Ojciec zmarł cztery lata po odwiedzeniu Włodawy. Od tego czasu często jeżdżę do Polski z nauczycielami i za każdym razem jedziemy do Włodawy, która bardzo wypiękniała przez ostatnie dwie dekady. W 2005 roku na wystawie zorganizowanej we Włodawie znalazłam zdjęcie dziadka zrobione w synagodze. Moja rodzina aktywnie uczestniczyła w życiu miasta.

Czy była Pani na festiwalu?

W 2016 roku, w piątek, który jest tradycyjnie pierwszym dniem festiwalu, poświęconym tradycji kultury żydowskiej, byłam razem z burmistrzem Kirjat Mockin w synagodze wypełnionej po brzegi ludźmi, nie-Żydami i musiałam się uszczypnąć, ponieważ miałam wrażenie, że jest ze mną mój ojciec, śpiewający jako dziecko… A to pięknie śpiewała Polka, nie będąca Żydówką, po hebrajsku i w jidysz, i dzieci też śpiewały w jidysz. To było, jak gdyby zamknął się stary cykl życia i otworzył nowy.

Czy Mashmaut Center prowadzi jakiś program wymiany kulturalnej z Włodawą?

Każdego roku młodzież z Włodawy i z Radzynia Podlaskiego przyjeżdża na tydzień do Kirjat Mockin. Mają warsztaty, wykłady, uczestniczą w wycieczkach, rozmawiają o przeszłości i przyszłości – spotykają się z ocalonymi a także z naszymi rodzinami. Izraelska młodzież odwiedza też Włodawę i Radzyń Podlaski, poznaje polską kulturę. Co ciekawe, trudno jest odróżnić waszych i naszych młodych ludzi – wyglądają tak samo. Grają w te same gry, korzystają z tych samych mediów społecznościowych. Piękne jest to, że budują osobiste relacje. Organizujemy wspólne projekty z nauczycielami z Radzynia Podlaskiego i Włodawy – należymy do tej samej grupy na WhatsAppie!

Ten wspaniały proces wzajemnego poznawania się z pewnością jeszcze zaprocentuje…

Wierzę w to, że zmiany są zawsze inicjatywą oddolną, zachodzą dzięki zwykłym ludziom. Powoli, ale skutecznie – tak buduje się przyszłość. To długi proces. Pracuję nad nim od piętnastu lat. A teraz tych już zbudowanych mostów nic nie zniszczy. Młodzi Polacy przyjeżdżają do nas i biorą udział w warsztatach, które mają zmienić ich stereotypowy sposób myślenia o Izraelczykach, o Żydach. Zarówno oni, jak i młodzież izraelska spisuje na początku to, co składa się na jej sposób postrzegania drugiej strony. Po tygodniu Polacy i Izraelczycy czytają swoje notatki i widzą, jak bardzo ich odczucia zmieniły się w ciągu zaledwie kilku dni. Młodzież utrzymuje wzajemne kontakty także po powrocie do swoich krajów. A wszystko zaczęło się od spotkań z nauczycielami i nauczania o polskiej i izraelskiej kulturze… Nie można myśleć o przyszłości bez świadomości tego, co wydarzyło się w przeszłości.

Rozmawiała Anna Kilian




Smak gettowego życia 4

Smak gettowego życia. Kawiarnia „Sztuka” – Leszno 2

Zapraszamy do lektury kolejnego felietonu Agnieszki Witkowskiej-Krych z cyklu zatytułowanego „Z życia w getcie”, w którym autorka przybliża m.in. kwestie wyżywienia mieszkańców getta, działalność doraźnie organizowanych punktów dożywiania przeznaczonych dla głodujących mieszkańców oraz kuchni dedykowanych dzieciom i niemowlętom, Transferstelle.

2 kwietnia 2019

Autorka opowiada o gmachach Sądów, będących punktem przerzutowym dla szmuglujących żywność, zabiegach Janusza Korczaka o pomoc dla Głównego Domu Schronienia, tzw. komitetach domowych, o ludziach i instytucjach, które musiały zmierzyć się z zadaniem niemal niewykonalnym: wykarmienia i uchronienia od śmierci głodowej. Felietony publikujemy na naszej stronie internetowej co tydzień. Zapraszamy do tej niełatwej, opartej na różnorodnej i solidnej bazie źródłowej, lektury.

Urodzony w Warszawie Bogdan (Dawid) Wojdowski, który jako nastolatek trafił do warszawskiego getta, w przejmującej, opartej na faktach i własnych przeżyciach powieści „Chleb rzucony umarłym” kreśli obraz głodu towarzyszący mieszkańcom dzielnicy zamkniętej: „Pierwsze dni głodu najgorsze, potem już można wytrzymać. Najpierw przychodzi znużenie, ciążą ręce i nogi, każde słowo urasta do bolesnego zgiełku w uszach. Barwy nie cieszą oczu, a światło je rani. (…) Ciągle pić się chce, schną spękane usta. Szczęki zaciskają się same i odzywa się ból za uszami na widok cynowej łyżki porzuconej na stole. Wtedy zaczynają się myśli o jedzeniu, straszne, wyczerpujące rojenia. Żołądek pracuje jak syfon. Wystarczy mu myśl o kawałku brukwi i już zęby rozdzierają z chrzęstem włóknistą miazgę, a sok słabo przypominający czarną rzepę, łagodniejszy w smaku i słodkawy, spływa do gardła i zwilża spuchnięty język, zostawiając w ustach cierpki osad. (…) Od brukwi myśl się odrywa i buja wysoko. — Kiedy przywiozą ten chleb?” (1971, s. 24-25).

Prof. Konrad Zieliński, kierownik działu naukowo-badawczego Muzeum Getta Warszawskiego

Kawiarnia „Sztuka” – Leszno 2

Ulica Leszno (dziś Aleja Solidarności, po wojnie aż do 1991 roku Aleja Generała Karola Świerczewskiego) była bez wątpienia jedną z najczęściej uczęszczanych ulic warszawskiego getta. Mieściły się przy niej ważne z punktu widzenia mieszkańców urzędy, instytucje kultury, ale również różnego rodzaju lokale, czy też punkty usługowe i gastronomiczne. Trzeba bowiem pamiętać, że pomimo trudnych warunków wojennych, które w swojej najskrajniejszej wersji materializowały się w murach stołecznej dzielnicy zamkniętej, życie kulturalne nie zamarło całkowicie, tylko zmieniło swój charakter. Tak jak przed wojną, tak również i w getcie, lubianym miejscem spotkań i rozmów były kawiarnie i restauracje. Ich poziom, a co za tym idzie także obowiązujące w nich ceny, był oczywiście zróżnicowany, aczkolwiek ich obecność jest dowodem na to, że pomimo fizycznych opresji, w więzieniu – jak niekiedy, całkiem niemetaforycznie zresztą – nazywano getto, człowiek tęsknił za duchową wolnością i kulturalnym życiem, na które składało się także uczestnictwo w różnego rodzaju wydarzeniach artystycznych.

Pod adresem Leszno 2 przed wojną mieściła się znana warszawska restauracja Izaaka Gertnera, zaś w podwórku tego budynku przez jakiś czas działało też niewielkie kino „Era”. Po utworzeniu getta znalazła się tam jedna z najbardziej znanych gettowych kawiarni – „Sztuka” – która swoim klientom oferowała zarówno wybór dań, jak i ambitny program artystyczny. O kontekście funkcjonowania tego lokalu pisał jeszcze w getcie Stanisław Różycki: „Lokal Gertnera na Lesznie objęła <<Sztuka>>, przy tym większość kawiarń ulokowała się w byłych biurach, instytucjach, czy mieszkaniach prywatnych, zresztą, poza pięcioma, sześcioma, wszystkie lokale są małe, jedno- lub dwupokojowe. Urządzenie wnętrz jest dość estetyczne w prawie wszystkich kawiarniach, a w <<Sztuce>>, <<L’Ours’ie>> czy <<Arizonie>> nawet na poziomie przedwojennych kawiarń. […] Tu [czyli w <<Sztuce>>] rej wodzą mechesi, wykształcona burżuazja, <<Highlife>> getta, dumni, że i przed wojną byli bogaci. W <<Sztuce>> wyzwalają się ich tęsknoty. Pani Czarnecka, współwłaścicielka (wychrzczona, mąż pracuje w Gminie) chodzi dumnie wokół stolików, bada, czy wszystko w porządku, dogląda swoich owieczek. Pani […] gospodarzy tak jak pani ambasadorowa na przyjęciach u siebie, choć konsumpcja kosztuje jedenaście złotych. Kelnerki wykształcone, z <<najlepszych sfer>>, odpowiednio nieudolne i odpowiednio też chucpowate, z łaski obsługują gości i mylą się za często przy rachunkach” (Stanisław Różycki: Opracowanie pt. „Kawiarnie” w: „Archiwum Ringelbluma. Getto warszawskie”, t. V, Warszawa 2011, s. 73.).

Niedociągnięcia, o których wspominał Stanisław Różycki, były jednak równoważone atrakcyjnym programem rozrywkowym i ciekawymi występami artystycznymi. W <> spotkać można było wybitne sławy żydowskiej sceny, między innymi Polę Braunównę, Dianę Blumenfeld, Leonida Fokszańskiego, Marysię Ajzensztadt, zwaną słowikiem getta, pianistów Adolfa Goldfedera i Władysława Szpilmana, czy poetę Władysława Szlengla oraz bardzo znaną już przed wojną artystkę Dwojrę Grynberg, występującą jako Wiera Gran. Ta ostatnia nie miała złudzeń, że możliwość korzystania z dobrodziejstw kawiarni była dostępna dla wszystkich. Pisała po wojnie: „Bywalcy <> to mały procent szczęściarzy, którzy mogli sobie na ten luksus pozwolić, oraz ci, którzy odmawiali sobie strawy, by przy szklance zabarwionej wody przez dwie godziny zapomnieć o otaczającym nas piekle”. (Wiera Gran, „Sztafeta oszczerców. Autobiografia śpiewaczki”, Paryż b.d., s. 20-21).

Na zdjęciach: Diana Blumenfeld, Marysia Ajzensztadt, Władysław Szpilman, Władysław Szlengel, Wiera Gran.

Ceny dań i napojów oferowanych w lokalu, nawet jeśli niezbyt wygórowane, były dla większości i tak zupełnie nieosiągalne. Decyzja o tym, czy pozwolić sobie na słuchanie muzyki nad filiżanką kawy, czy też w tej samej cenie kupić chleb dla rodziny, była w gruncie rzeczy nie tak bardzo trudna.

Agnieszka Witkowska-Krych – antropolożka kultury, hebraistka, socjolożka, w ostatnich latach kustoszka w Muzeum Warszawy, badaczka życia i spuścizny Janusza Korczaka, współpracowniczka Fundacji Forum Dialogu i Centrum Kultury Jidysz, autorka tekstów o „sprawach ostatnich” – ostatniej drodze Korczaka i jego podopiecznych, ostatnim przedstawieniu wychowanków żydowskiego Domu Sierot i ostatnich zapiskach w Korczakowskim Pamiętniku.

Zdjęcie u góry i zdjęcie na stronie „Aktualności”: wnętrze kawiarni sfotografowane przez niemieckiego żołnierza i fotografa Ludwiga Knoblocha

Opr. Anna Kilian